Mery Spolsky dla POPHEART.pl: “Nie chcę nikogo urazić, ale nie chcę też być “cielista” w tym co robię”

Mery Spolsky, a właściwie Maria Ewa Żak, to polska wokalistka, która ma na swoim koncie takie single jak “Liczydło”, “Alarm” czy “FAK”. Artystka zaprezentowała kilka dni temu swój drugi krążek studyjny zatytułowany “Dekalog Spolsky”. Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z nią na temat szczegółów dotyczących albumu i nie tylko!

 

Premiera Twojego debiutanckiego albumu “Miło było pana poznać” nastąpiła dwa lata temu. Od tego czasu o Mery Spolsky zrobiło się głośno w polskim świecie muzycznym. Jakie jest Twoje wspomnienie, które byłoby idealnym podsumowaniem tego okresu?

Pamiętam jak siedziałam na śniadaniu gdzieś w centrum i scrollowałam fejsbuka. Nagle patrzę: ZPAV ogłosił nominacje do Fryderyków. Patrzę bardziej i widzę siebie na liście! Rozpłakałam się z wrażenia i po chwili zobaczyłam, że czeka na mnie jeszcze druga nominacja za Album Roku w kategorii Elektronika. Ten dzień mnie uświadomił, że mój debiut został zauważony.

Od premiery nowego albumu “Dekalog Spolsky” minęło kilka dni i fani ponownie mogli zanurzyć się w świat Mery Spolsky. Czy masz jakieś obawy wypuszczając nową muzykę i na czym najbardziej Ci zależy prezentując światu swoją twórczość?

Obawiam się, że niektórzy nie podłapią mojej zabawy konwencją i obrażą się na moje subtelne, religijne aluzje. Sam tytuł “DEKALOG SPOLSKY” nawiązuje do dziesięciu przykazań, na okładce pozuję w czymś na kształt aureolki, a w środku płyty pojawia się motyw krzyża. Nie chcę nikogo urazić, ale nie chcę też być “cielista” w tym co robię, dlatego skoro zdecydowałam się na taki koncept to wezmę na klatę ewentualne niezrozumienie. Zależy mi aby do odbiorców trafił przekaz towarzyszący tej płycie, a jest nim namowa do zastanowienia się nad własnym dekalogiem. W preorderze załączyłam do płyty pocztówkę z zapytaniem “JAKI JEST TWÓJ DEKALOG” i ołówek, aby każdy mógł zapisać sobie swoje własne zasady.

W przemyśle muzycznym znany jest też swego rodzaju syndrom lub klątwa drugiego albumu, która weryfikuje sukces danego artysty. Czy nie bałaś się tego, jak zostanie przyjęty drugi krążek?

Nie myślałam o tym. Pociesza mnie fakt, że w preorderze ludzie zamówili ponad 1000 płyt. To o kilka razy więcej niż przy pierwszej płycie. Teraz czekam na koncerty jesiennej trasy i sprawdzimy czy druga płyta przebiła pierwszą! 🙂

Drugi krążek znacznie różni się muzycznie od pierwszego, a utwór “FAK” był tego idealnym przykładem. Wiemy już, że inspirowałaś się m.in. Die Antwoord. Czy byli jeszcze jacyś inni artyści? Czy był jakiś konkretny kierunek muzyczny, w który celowałaś wraz z “Dekalogiem”?

Był! Brzmieniowo inspirowaliśmy się z producentem No Echoes’em takimi projektami jak: Justice, Crystal Castles, Kraftwerk czy The Prodigy. Zależało nam na analogowych syntezatorach i autorskich samplach. Pojawiały się też takie inspiracje jak Lady Pank, których kochamy za melodyjne piosenki i gitary. Słychać te inspiracje w utworze “Cieliste Rajstopy”. Podobały nam się też kawałki, które miały w sobie dużo “słegu”, bity Ariany Grande i dziwaczne kontrasty brzmieniowe takie jak w Die Antwoord. Gdy zaczynaliśmy robić płytę były takie silne postanowienia: mają być gitary elektryczne, ma nie być żadnego cyfrowego brzmienia, ma być minimalistycznie, mają być glicze wokalne i ma być dużo kontrastu, czyli jak jest ballada to musi dla oddechu wjechać w refrenie rejw. Jak jest techno to musi dla odmiany być wesołe i durowe. Dlatego “FAK” zaczyna się niepozornie, a kończy wixą, a “Szafa Meryspolsky” otwiera się ckliwą gitarą kończąc na przeszywającym mózg syntezatorze.

“Miło było pana poznać” był od początku do końca Twoim projektem, od melodii po tekst. Na drugim albumie produkcją zajął się natomiast No Echoes. W jaki sposób proces powstawania drugiego krążka różnił się od powstawania debiutu?

Pierwszą płytę zrobiłam w całości sama na swoim komputerze, nagrałam docelowe wokale w szafie i oddałam to do miksów. Szybka piłka. Przy drugiej płycie spędzaliśmy z No Echoes’em w studiu miliony godzin, wspólnie układaliśmy wszystkie partie i pracowaliśmy nad wokalami. Bywało tak, że przynosiłam piosenkę i wywracaliśmy ją do góry nogami. Czasem No Echoes wydobywał z czeluści swojego dysku jakiś bit i przerabialiśmy go na modłę spolsky. Jednak znaczna większość utworów to efekt pracy “tu i teraz”. “Bigotka” powstała np. w tydzień, kiedy zamknęliśmy się na działce na Podlasiu. To był eksperyment i chyba taka praca najbardziej mi leży. Brak zasięgu inspiruje!

W utworze “Sorry from the Mountain” możemy usłyszeć znajome już dźwięki i łatwo poznać użycie sampli piosenek z pierwszego albumu. Czy był to celowy zabieg i czy ma to jakieś ukryte przesłanie?

Celowy! Przy każdym numerze było jakieś producenckie założenie. Pomysłodawcą był No Echoes, który bardzo lubi takie muzyczne eksperymenty. Pokazał mi, że The Prodigy mają w swoich utworach sample z piosenek np. Rage Against The Machine. Oko mi zabłyszczało jak to usłyszałam i nie mogło zabraknąć piosenki złożonej z pierwszej płyty! Powstała na wyjeździe w Alpach, gdzie graliśmy koncert. Stąd taki tekst z aluzjami do gór, szczytów i śniegu. Kolejnym założeniem producenckim było wykorzystanie spowolnienia muzyki poprzez taśmę. Dlatego wstęp do “Cielistych Rajstop” i końcówka brzmią jakby grały z zaciętego magnetofonu. No Echoes przepuścił te fragmenty przez prawdziwy magnetofon.

Album “Dekalog Spolsky” to Twoich dziesięć przykazań w mniej lub bardziej poważnej formie. Jeżeli miałabyś możliwość dodania jeszcze jednego, ostatniego przykazania, co by nim było?

11. Kochaj Lolka swego!
Bo wraz z drugą płytą zamieszkał u mnie najsłodszy buldożek francuski i ma na imię Lolek.

Na “Miło było pana poznać” postawiłaś na “barwne” słownictwo. Na “Dekalogu Spolsky” nie usłyszymy jednak przekleństw, co może być zaskoczeniem dla niektórych słuchaczy. Jaki był cel tego zabiegu? Czy nie bałaś się, że słuchaczom będzie brakować tego rodzaju wyrazistości przekazu

Nie sądzę aby im brakowało, bo specjalnie skonstruowałam teksty tak aby przekleństwa się pojawiały, ale tylko w domyśle. Po premierze płyty dostałam kilka wiadomości, że “a ja słyszę przekleństwo, np. we fragmencie “cała presja wreszcie poszła się j*bać”, więc czemu piszesz, że przekleństw brak?”. Uśmiecham się wtedy i czuję, że mój żarcik słowny zadziałał, gdyż w tekście jest: cała presja wreszcie poszła się NIE BAĆ. Wszystko tłumaczy też utwór “KA”, który mówi, że przeklinanie ma swój urok, ale trzeba robić to ze smakiem, czyli “przeklinać kulturalnie”.

Na debiutanckim krążku zebrałaś swoje osobiste przeżycia okraszone w lekkie, chwytliwe melodie. Tym razem materiał nowy materiał jest bardziej uniwersalny i słuchacz może bardziej się z nim utożsamić. Czy taki był zamysł?

To miłe, dziękuję! Chciałam aby ludzie wyłapali w tekstach aluzje do obecnych sytuacji i tak zwanych “inside joke’ów” dzisiejszych czasów. Kto jest z Warszawy ten wie, że ulica Mazowiecka kojarzy się z tandetną imprezą. Kto słucha polskiej muzyki ten wie, że ukryłam odnośniki do singli Dawida Podsiadło, The Dumplings, Nosowskiej i Darii Zawiałow. Gdy ma się świadomość tych ukrytych wiadomości to przekaz piosenki staje się inny niż ten na pierwszy rzut ucha! 🙂 Dużo też odnośników do instagrama i przewijania relacji instagramowych:

“Przymusowo o poranku
Robi prasę kciukiem w bok
Mały zagranicę skok
Oko jedno jeszcze chrapie
Drugie już na wybieg człapie
Chociaż leżę na kanapie”

Chyba każdy z nas wie o co chodzi! ;))))

W dzisiejszych czasach ludzie lubią szufladkować artystów. Przez to tracą oni swoją indywidualność i wciąż są między sobą porównywani. Słuchając Twojego albumu nie sposób “zamknąć Cię” w żadnej szufladce. To duży zaszczyt, ale też spore wyzwanie na przyszłość. Jakbyś określiła siebie jako artystkę i czy porównania do innych są czymś, co traktujesz jako komplement?

Nie lubię porównań, bo jak słyszę, że jestem jak Björk to od razu sprawdzam w grafikach google jak wygląda i zastanawiam się czy to aby na pewno komplement. 😉 A tak na serio to chciałabym bardzo aby to co robię było klasyfikowane jako “styl spolsky”. Die Antwoord mają swój nurt “zef”. Podoba mi się to i też chcę mieć swój własny świat!

Jesteś absolwentką filologii angielskiej, a utwór “Sorry From the Mountain” udowadnia, że zabawa językiem nie ma dla Ciebie granic. Wiadomo, że jesteś Spolsky, jednak czy masz w planach przemycić kiedyś więcej języka angielskiego do swoich utworów?

Nie mam tego w planach, za bardzo kocham zabawę językiem polskim. Nie wyobrażam sobie przetłumaczyć na angielski “a z gimbazy bohomazy bez urazy dla tej frazy tyle razy te wyrazy generują mi przekazy”. Mimo ukończenia studiów anglistycznych nie czuję się aż takim znawcą aby tak sprawnie operować smaczkami języka angielskiego. Poza tym wiele związków frazeologicznych nie znalazłoby odpowiednika w języku angielskim, bo niektórych skojarzeń zwyczajnie brak w ich kulturze.

Mery Spolsky to cały pakiet – muzyka, wizerunek, charakterystyczne zabawy językiem polskim. Trudno nie odnieść wrażenia, że nawet sam pseudonim artystyczny zachęca do ciekawej analizy. Szczególnie ma to znaczenie dziś, w kontekście nastrojów politycznych, podziałów, sporów. Jaka powinna być Polska “Spolsky”? Co czyni Mery właśnie “Spolsky”?

Wszyscy są spolsky i na koniec wszelkich sporów powinni o tym pamiętać! Polska “Spolsky” powinna być przede wszystkim z dystansem i szacunkiem, do samego siebie zwłaszcza. Do tego namawia mój “Dekalog Spolsky”.

Na koniec naszego wywiadu chciałem zapytać o Twoje cele i marzenia. Te bliższe i te
dalsze. Czego mogę Ci życzyć?

Marzę o tym aby na trasę “Bigotka Tour” zawitało morze ludzi w pasky i o tym aby nie zapominać o swoim dekalogu. Życz mi “zdrowej głowy”, bo “takiej mi trzeba”.

Dziękuję za rozmowę very much i liczę na wielki sukces “Dekalogu Spolsky”, ponieważ jest to naprawdę dopracowany i nietuzinkowy album. Życzę samych zachwytów w rytmach “Technosmutku” 🙂

Dziękuję!!! AMENRAMEN!!!

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus