Mery Spolsky – Dekalog Spolsky [RECENZJA]

Debiutanckie wydawnictwo “Miło było pana poznać” autorstwa polskiej wokalistki Marii Ewy Żak, czyli Mery Spolsky, miało swoją premierę dwa lata temu. Artystka weszła pewnym krokiem do muzycznego świata prezentując zupełnie inne spojrzenie na polską muzykę. Nietuzinkowe teksty, kolorowe teledyski i wizerunek z przymrużeniem oka pozwoliły jej na zdobycie rzeszy fanów i przyciągnięcie nawet tych najbardziej opornych. Dwa lata później Mery Spolsky powraca z nowym krążkiem, aby po raz kolejny zaspokoić muzyczne pragnienia słuchaczy. Tym razem wokalistka postawiła na swój własny dekalog będący, jak sama mówi we wstępie, “zbiorem zasad w obowiązującym środowisku”. Czy “Dekalog Spolsky” trafi w gusta muzyczne zarówno fanów, jak i tych jeszcze nieprzekonanych?

Promocja albumu “Dekalog Spolsky” rozpoczęła się poniekąd jeszcze pod koniec 2018 roku, kiedy to do sieci trafił utwór “Ups!” we współpracy z raperem Igorillą. Kompozycja była luźnym wydawnictwem, niezwiązanym w tamtym czasie z żadnym planowanym projektem. W międzyczasie artystka koncertowała i fani mogli usłyszeć kilka nowych utworów, lecz wtedy nie były jeszcze znane dalsze losy tych kompozycji. Ponad pół roku później Mery zaprezentowała nieoczekiwanie singiel “FAK”, który zwiastował nową erę w jej karierze. Utwór bardzo szybko przypadł do gustu fanom, a nowa odsłona muzyczna została również szybko wychwycona i zapunktowała na jego korzyść. Niedługo później artystka zapowiedziała w mediach społecznościowych premierę albumu, swojego osobistego “Dekalogu Spolsky”, na którym fani mieli już wkrótce usłyszeć zarówno te utwory, które już wykonywała na koncertach, jak i zupełnie nowe kompozycje. Czy sprostała oczekiwaniom?

Najnowszy album Mery Spolsky składa się z dwunastu utworów (wprowadzenia, dziesięciu kompozycji głównych oraz piosenki bonusowej) utrzymanych w stylistyce technopopu, rave’u czy synthpopu, podobnej do tej z poprzedniego krążka. Tym razem jednak Mery odeszła od lżejszych klimatów na rzecz mocniejszych dźwięków i wyrazistych bitów. Trudno tak naprawdę zakwalifikować artystkę i jej twórczości w określone ramy, które jasno przekazywałyby kierunek muzyczny jaki obrała. “Dekalog Spolsky” to mieszanka pełna kolorów i emocji, w której każdy będzie w stanie znaleźć coś dla siebie. Na albumie wyczuć można inspiracje i podobieństwa do twórczości takich artystów jak Die Antwoord, Kasia Nosowska czy Natalia Nykiel. W porównaniu do poprzedniego krążka “Miło było pana poznać”, który w pełni był wyprodukowany przez artystkę, tym razem nad nową produkcją piecze sprawował No Echoes. Warto również wspomnieć, że tak jak na pierwszym albumie wyczuć można było osobiste rozterki i przemyślenia Mery, tak “Dekalog” zdaje się bardziej trafiać do słuchacza, który może się utożsamić z historiami przekazywanymi przez artystkę.

Niewątpliwie najmocniejszymi punktami wydawnictwa “Dekalog Spolsky” są przede wszystkim wcześniej wydany utwór “FAK”, który idealnie ukazał kierunek jaki Mery obrała tym razem ze swoją twórczością, czy otwierająca album technopopowa “Mazowiecka Kiecka” wpadająca w ucho od pierwszych dźwięków i zapraszająca do świata wokalistki. Kolejną warta uwagi kompozycją jest “Bigotka”, w której Mery Spolsky postanowiła poprzez zabawę słowem i rymem przekazać treść pikantniejsza jako niewypowiedzianą, jak np. “Za to, że nie chciałeś moich wierszy, za to, że nie całowałeś pierwszy. Za to, że przespałeś całe lato i dyskutowałeś z tatą i nazwałeś mnie… źle“. Muzycznie w tej kompozycji Mery postawiła na mocniejsze dźwięki, a dobitny tekst okraszony został tłustym bitem. Na “Dekalogu Spolsky” poza szybkimi i mocnymi utworami znalazło się również miejsce dla kompozycji wolniejszych. Na wyróżnienie zasługuje tutaj soniczna ballada “Szafa Meryspolsky”, w której artystka obnaża się przed słuchaczem i dzieli się swoją tęsknotą za zmarłą mamą. Całość muzycznie stawia na minimalizm dźwiękowy skupiając się na warstwie tekstowej i odgłosach szeleszczących tkanin czy folii, które przerywane są tylko punktami kulminacyjnymi pełnymi agresywnych dźwięków. Nie lada gratką na pewno będzie dla fanów pierwszego albumu Mery Spolsky piosenka “Sorry from the Mountain”, która żywcem brzmi jak jego streszczenie. Artystka postanowiła zawrzeć w niej dźwięki i fragmenty z debiutanckiego krążka nadające klimat całości kompozycji.

Album “Dekalog Spolsky” jest wydawnictwem, po którego przesłuchaniu odczuwa się sytość i spełnienie. Jest to krążek, który w pełni wyczerpuje temat zarówno muzycznie, jak i lirycznie. Po kilkudniowym zaznajomieniu się z “Dekalogiem” i wnikliwym przesłuchaniu mogę stwierdzić, że jedynym utworem jaki nie trafił w mój gust i zagubił się wśród innych to ballada “Kosmiczna Dziewczyna”. Warto również wspomnieć, że artystka postanowiła jako bonus dołączyć do wydawnictwa zaprezentowany wcześniej utwór “Ups!”, który jest miłym gestem z jej strony. Nie pasuje on do klimatu albumu, dlatego tez zrozumiałe jest jego położenie, lecz niestety nie jestem również fanem tej piosenki (i swego czasu miałem obawy o brzmienie nowego albumu, które “FAK” na szczęście zażegnał). Więcej grzechów już nie pamiętam, ani nie mam dalszych obiekcji. O zaletach i dobrych stronach tego albumu mógłbym pisać w megabajtach tekstu, a każda kolejna kompozycja jedynie utwierdza mnie w tym przekonaniu. Mery Spolsky kroczy w dobra stronę i  mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że tworzy wartościową muzykę, która przy zachowaniu tego kierunku może zaowocować w wielki sukces komercyjny i popularność. Artystkę i jej muzykę poznałem rok temu na Kraków Live Festival, gdzie zostałem oczarowany jej twórczością i pochłonięty bez reszty. Jedyne czego żałuję to, że stało się to tak późno!

Polska artystka Maria Ewa Żak, czyli Mery Spolsky swoją wydawniczą historię rozpoczęła od krążka “Miło było pana poznać” w 2017 roku. Początki jej muzycznych aspiracji sięgają jednak jeszcze wcześniej, gdzie wokalistka prezentowała zarówno własne utwory, jak i interpretacje dzieł innych wykonawców na różnych festiwalach i konkursach piosenki. Ciężka praca, upór oraz pomysł na siebie zaowocowały tym, że dzisiaj możemy oglądać narodziny i rozwój świadomej oraz dobrze zapowiadającej się artystki – Mery Spolsky. Album “Dekalog Spolsky” tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto było posłuchać i dać jej szansę podczas występu na krakowskiej scenie festiwalowej. Każdemu nieprzekonanemu, czy nieznającemu twórczości Mery mogę z pełna odpowiedzialnością i świadomością polecić ten krążek. Fanom natomiast mogę dać kciuk w górę i ze spokojem powiedzieć, że nie zrobiła nas w konia (pomimo, ze jest wrzesień). To co, widzimy się na koncercie? Amenramen!

(5/5)

Udostępnij na Google Plus