P!nk – Hurts 2B Human [RECENZJA]

Na poprzednie wydawnictwo “Beautiful Trauma” fani P!nk musieli czekać pięć lat, jednak tym razem wokalistka zaskoczyła chyba wszystkich prezentując nowy album po zaledwie półtora roku od premiery poprzedniego. Siedem krążków i ponad dwadzieścia lat na muzycznej scenie to dla P!nk na pewno imponujący wynik, ale również bardzo duża presja oraz oczekiwania zarówno ze strony fanów, jak i samej siebie. Artystka stara się zawsze w jak największym stopniu mieć wpływ na swoją muzykę, dlatego też stawia na szczerość i prawdziwość w swoim przekazie. Czy i tym razem P!nk trafiła w gusta swoich słuchaczy? Czy tak krótka przerwa między albumami miała wpływ na wydawnictwo?

Promocja albumu “Hurts 2B Human” rozpoczęła się spontanicznie w lutym, kiedy to P!nk podczas wizyty w programie Ellen DeGeneres zapowiedziała wydanie zupełnie nowej piosenki “Walk Me Home”, pochodzącej z nadchodzącego krążka. Nowy utwór okazał się być optymistycznym i podnoszącym na duchu numerem, który osiągnął całkiem dobre wyniki na listach przebojów na świecie. Singiel nie okazał się być jednak powiewem świeżości w dyskografii P!nk, a raczej bezpiecznym wyborem na promocję nowego albumu. Fani Różowej na pewno ucieszyli się z szybkiego powrotu i nowej muzyki od swojej idolki, jednakże numerowi temu brakuje niestety trochę polotu i świeżości. Prawdopodobnie przy wyborze utworu kierowano się szansami na hit radiowy, na co może wskazywać długość oraz stylistyka numeru. Czy tego jednak oczekiwano od P!nk?

Najnowszy album P!nk składa się z trzynastu utworów (czternastu na edycji japońskiej) utrzymanych w popowej stylistyce, podobnej do tej z poprzedniego krążka. Również i tym razem wokalistka postawiła na klimatyczne i pełne emocji teksty, które okraszone zostały dźwiękami z jakimi słuchacze zostali już oswojeni w przeszłości. Zdarzają się jednak odstępstwa od reguły, gdzie P!nk usłyszymy w mocniejszym i elektronicznym przekazie czy rodem z lat 2000, przypominającym jej wczesne lata kariery. Tak jak poprzednio, otrzymaliśmy płytę bardziej stonowaną, lecz pełną życiowych i poważniejszych tekstów, na której jednak nie brakuje beztroskich momentów i hitowych kompozycji. Wydawnictwo jest swego rodzaju dopełnieniem lub dopowiedzeniem w twórczości wydanej niespełna dwa lata temu.

Niewątpliwie najmocniejszymi filarami wydawnictwa “Hurts 2B Human” są takie utwory jak zaskakujące “Can We Pretend” nagrane przez P!nk we współpracy z elektroniczną grupą Cash Cash czy otwierające album “Hustle”, które od pierwszych taktów krzyczy do nas pełnią sił w typowym dla wokalistki stylu. Moim osobistym faworytem i zaskoczeniem jest natomiast nawiązujące do lat świetności elektro-r&b i wczesnych lat w karierze P!nk “(Hey Why) Miss You Sometime”, dzięki któremu fanom jeszcze z czasów albumu “M!ssundaztood” może się zakręcić łezka w oku, a dla tych znających P!nk od niedawna będzie z pewnością powiewem świeżości. Na uwagę zasługuje oczywiście również pierwszy singiel, czyli “Walk Me Home”, który pomimo braku oryginalności i polotu, idealnie wpasowuje się i uzupełnia krążek. Album został również okraszony sporą ilością wolniejszych utworów i ballad, które dla fanów bardziej minimalistycznych podkładów będą nie lada gratką. Niestety ułożenie piosenek na trackliście działa na niekorzyść odbioru tych spokojniejszych numerów. Skupione obok siebie tracą na swojej wartości i po dłuższej chwili mogą słuchacza znudzić oraz uśpić jego czujność, a można przegapić kilka naprawdę dobrych utworów. Jednym z nich jest minimalistyczne “90 Days” nagrane z utalentowanym wokalistą Wrabelem, które idealnie przekazuje emocje, skupiając się głównie na głosie, a jednocześnie wpasowuje się w romans P!nk z elektroniką. Dodatkowo warto wspomnieć o kompozycji “Courage”, która dzięki swojemu refrenowi zapada w pamięć i jest swego rodzaju osobistym hymnem nagranym w stylistyce znanej dla australijskiej wokalistki Sii (brała ona udział w tworzeniu tego numeru).

Największym problemem wydawnictwa “Hurts 2B Human” jest duża ilość utworów-zapychaczy, które nie wnoszą dużo do samego wydawnictwa, a wręcz obniżają jego wartość. Wspomniane wcześniej nagromadzenie ballad jedna po drugiej mogą znudzić słuchacza, a pozostawienie na sam koniec kilku pod rząd jest strzałem w stopę. Emocjonalny utwór taki jak “Circle Game” ginie w efekcie w tłumie i miesza się z sąsiadami. Odnieść można również wrażenie, że utwory nagrane na album (przynajmniej muzycznie) z powodzeniem znalazłyby miejsce na poprzednim krążku i są jedynie pozostałością po jego sesji nagraniowej. Sama P!nk w wywiadach promujących wydawnictwo “Hurts 2B Human” wspominała, że po premierze albumu “Beautiful Trauma” nie mogła przestać pisać i tworzyć nowych numerów, które de facto miała wydać jako EP-kę. Plany jednak zostały zmienione i w efekcie słuchacze otrzymali pełnoprawny longplay, lecz za cenę jego jakości. Momentami można odnieść wrażenie, że wydawnictwo jest niespójne i chaotyczne w swojej strukturze. Osobiście uważam, że EP-ka składająca się z maksymalnie sześciu utworów zdała by lepiej egzamin, niż przepakowane i za wszelką cenę sprzedane wydawnictwo. Nie oznacza to jednak, że album nas wynudzi lub kompletnie nie przypadnie do gustu, gdyż znajdziemy na nim naprawdę wartościowe utwory, do których po latach niejeden słuchacz będzie wracał. Miłe dla ucha dźwięki i jak zawsze genialny wokal P!nk pozwolą cieszyć nam się jej twórczością w nadchodzących miesiącach.

Amerykańska wokalistka Alecia Moore, czyli P!nk swoją muzyczną karierę rozpoczęła ponad dwadzieścia lat temu, a jej ewolucję muzyczną i każdy kolejny etap w życiu zarówno zawodowym, jak i osobistym mogliśmy obserwować poprzez jej twórczość. Życiowe i emocjonalne teksty opakowane w towarzyszące nam przez lata dźwięki pozwoliły jej znaleźć swoje miejsce w muzycznym show-biznesie i stworzyć silną pozycję na rynku. Ósme wydawnictwo “Hurts 2B Human” jest kolejnym etapem w życiu artystki, a kontynuacja eksperymentów z muzyką elektroniczną jest godna pochwały. W przyszłości na pewno życzyłbym P!nk większej śmiałości do większej pewności siebie w odkrywaniu nowych horyzontów i przekraczania kolejnych granic, ponieważ muzyka sama w sobie ich nie ma. Tylko od wokalistki zależy czy na to pozwoli i podejmie to ryzyko, być może już następnym razem. Możemy na Ciebie liczyć P!nk?

(3/5)

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus