Ania Ołdak z MoMo: Płyta “Różowy/Niebieski” nie ma happy endu

“Różowy/Niebieski” to drugi krążek MoMo – następca wydanego w 2013 roku “Momo”. Promujące go single zdobyły uznanie zarówno krytyków jak i słuchaczy. Nieoczekiwanie jednak zespół zniknął z rynku. Przerwa trwała do 2018 roku – wtedy to ukazał się nowy singiel “Różowy/Niebieski”. Co ją spowodowało? Jak wyglądały prace nad albumem “Różowy/Niebieski”? Jaki jest udział Edyty Bartosiewicz? O tym opowiedziała nam Ania Ołdak – wokalistka MoMo.

Ostatni raz rozmawialiśmy ponad pięć lat temu – pretekstem była premiera debiutanckiego albumu MoMo. Od tamtej pory zaszło trochę zmian… Czym były spowodowane?

Zdecydowanie powodem było życie 🙂 Dużo się zmieniło osobiście i zawodowo. MoMo to już bardziej ja, a nie duet. W przerwie angażowałam się w różne projekty muzyczne jako chórki, pracowałam i pracuje jako lektor oraz wychowuję syna. Miałam co robić.

W ubiegłym tygodniu ukazał się nowy album MoMo “Różowy/Niebieski”. Tego samego dnia pojawił się także bardzo osobisty i intymny teledysk do utworu “Zajmij się mną” w którym wystąpiły różne pary. Jaki był klucz przy ich wyborze?

Klucz był prosty. Chciałam czuć się dobrze oglądając klip do piosenki „Zajmij się mną” oraz żeby ta atmosfera była wyczuwalna dla innych. Prosty pomysł tak jak przekaz tej piosenki. To bardzo ciepły utwór, bardzo wprost. Nie chciałam wydumanych obrazów. W klipie wystąpili moi przyjaciele i rodzina, nie wszyscy mogli niestety, ale jest tam spora ich część. Dzięki temu udało się uzyskać atmosferę swobody, luzu i naturalności zarówno na planie jak i w samym obrazie. To było też jak się okazało bardzo ważne dla nich… nie mają do czynienia z kamerą na co dzień, więc było też troszkę stresu, nie mniej bardzo im się podobał efekt końcowy i wszyscy czuliśmy , że to będzie super pamiątka na tak zwaną starość (śmiech). Później oglądając zdjęcia zdałam sobie sprawę jakich pięknych mam przyjaciół – to jest oczywiście najmniej istotne, bo oni mają przede wszystkim wielkie serca i trzymamy się razem. Przez chwileczkę pojawia się też mój syn Janek, który sam zadecydował , że chce być tam ze mną… dla mnie to ważne, bo Janek nie jest fanem social mediów i pokazywania się na forum. Tekst do piosenki napisał Michał Sufin, a teledysk – jak zwykle u mnie zrealizował mój przyjaciel Alan Kępski, który opiekuje się częścią wizualną całego albumu i razem omawiamy koncepcje. To on postanowił nadać całej sytuacji kontekst eksponując emocje miedzy bohaterami w ramce, by na koniec symbolicznie z niej zrezygnować.

W teledysku pojawia się także Robert Biedroń. Jak namówiłaś go do udziału?

Nie musiałam namawiać Roberta, chciałam żeby była rodzina, a to wieloletni partner mojego kochanego brata Krzysia. Mało kto wie, że Robert kocha muzykę i bardzo chętnie odrywa się od codziennych spraw właśnie w ten sposób. Ja z nim o polityce nie rozmawiam, chodź mam swoje poglądy i wyrobione spojrzenie na sprawy publiczne. Chłopaki traktują mnie raczej jak okienko na świat muzyczny, pokazuje im co w trawie piszcz. Oczywiście wspierają mnie i kochają.

Przeczytałem, że dedykujesz tę płytę Edycie Bartoszewicz. To jest pewnie miejsce na jakąś cudowną dygresję, opowiesz?

Piosenki Edyty Bartosiewicz to bardzo ważny wątek w moim dorastaniu i stawaniu się kobietą. Zdałam sobie sprawę , że właściwie zawsze do nich wracam mimo, tylu różnych fascynacji po drodze. W okresie największego zachwytu nią – jako nastolatka, myślałam, że mamy jakieś kosmiczne połączenie, że te wszystkie słowa są o mnie. Oczywiście piosenki nabierały większego sensu w mojej głowie wraz z wiekiem i doświadczeniami. Miała i ma w sobie jakiś rodzaj pięknego smutku w głosie i w doborze słów… mimo ponoć mojej radosnej natury zawsze mnie ciągnęło do takiego rodzaju nostalgii. Oczywiście nagrania Edyty Bartosiewicz miała moja siostra, która pokazała mi mnóstwo artystów… pamiętam jak puszczała mi najsmutniejsze ballady, a mi łzy ciekły jak grochy mimo, że nie rozumiałam o czym oni śpiewają, chodziło raczej o całość o muzykę i emocje. Wiesz, że nigdy nie poznałam jej osobiście? Mam nadzieję, że zechce przyjąć i przesłuchać płytę – to byłoby coś.

Jak w takim razie nawiązujesz do Edyty muzycznie?

Nie chce naśladować lat 90-tych – ja jestem raczej w tęsknocie za tymi latami. To marzycielskie i megalomańskie chcieć być w tym. Mamy 2019 i próbujemy się wstrzelić w momenty czystego powietrza na podwórku, a ja tu o latach 90 tych (śmiech) Jeśli chodzi o album, myślę, że muzycznie bezwstydnie nie boimy się gitary akustycznej i wzruszających kontrapunktów. Chodziło o bezpretensjonalne podejście do tematu starego jak świat: Miłości i relacji, w każdym jego stadium. Tak przy okazji – przez cały czas robienia albumu oglądałam „Przystanek Alaska” i uważam , że to powinien być obowiązkowy serial dla całego społeczeństwa – jeden odcinek dziennie!

Komu chciałabyś jeszcze dedykować tę płytę?

Niektórzy mówią, ze to album raczej dla dojrzałych ludzi ale wydaje mi się, że te piosenki są dla wszystkich… no chyba, że ktoś chce z góry hejtować mówienie o relacjach. Co ciekawe pierwszy singiel z Pablo Pavo “Różowy/Niebieski” polubili głównie panowie, dostałam dużo maili typu: “jakie to prawdziwe, dziękuję” albo „wysłałem to mojej dziewczynie dziś”.

Jaki był punkt wyjścia powstawania albumu?

Punkt wyjścia bardzo osobisty. Swoje przeżycia i przeżycia najbliższych. To prawda, że to punkty zwrotne w życiu sprawiają , że szukasz jakiegoś rodzaju ukojenia. Jedni chodzą do terapeutów, inni wylewają smutki na fb 😉 jeszcze inni się upijają… ja tego nie oceniam. Miałam przy sobie Igora Spolskiego i Tomka Waldowskiego i oni po przyjacielsku ogarnęli mnie muzycznie. Wierz mi, że trzeba być w bardzo dużej zażyłości, żeby móc szczerze powiedzieć co czujesz i oddać to do opisania w tekstach. Myślę, że byli bardzo cierpliwi i wyrozumiali dla mnie i moich poszukiwań. Z Igorem mieliśmy akurat podobny moment w życiu – np. piosenka “Pies” to bardzo osobisty numer Igora i zarazem najsmutniejszy utwór na płycie. Psem jestem wykonawczo ja… kobieta pies. Pies to także mój chiński znak zodiaku, mijający rok był bardzo oczyszczający, obfitował w wiele trudnych i przykrych decyzji… niezbędnych jak się okazało. Niedawno zginał tragicznie mój przyjaciel Kuba, który był wsparciem i doradzał mi przy tym albumie, pomógł mi zrozumieć wiele rzeczy i zaczął otwierać moje „bojaźliwe serce”. Bardzo za nim tęsknie i to uświadomiło mi jak bardzo boję się nieodwracalności zdarzeń, bezradności. Został mi zabrany kawałek serca, którego nikt mi nie odda. Nikt z nas nie jest gotowy na tak przykre zdarzenia, a przecież musimy mieć siłę żeby żyć i się wspierać. Dlatego podziwiam ludzi, którzy potrafią te siłę dawać i zachować entuzjazm dziecka. Ta płyta nie ma happy endu, co nie oznacza jakiegoś doła i cięcia sobie żył. Jest to po prostu trzeźwe spojrzenie, nazwanie rzeczy po imieniu. Pogodzenie się ze smutkiem, który jest nieodłączną częścią życia. Ostatnio dostałam od kolegi przypomnienie o tym, że Momo (postać z bajki Ende) jest dziewczynką, która potrafi się cieszyć każdą chwilą, słuchać ludzi i wymyślać niesamowite zabawy. Kiedy piękny świat zostaje zagrożony przez tajemniczych szarych panów, którzy kradną ludziom czas i radość tylko Momo jest odporna na te czary. Chciałabym być odporna na czary złych ludzi.

Co w trakcie pracy stanowiło dla was największe wyzwanie, może czegoś w tym procesie się nauczyłaś?

Wyzwaniem byłam ja i ogarnięcie mnie (hehehe) Miałam sporo pomysłów i przez chwilę nie wiedziałam jak ubrać je w formę… oczywiście najprostsze rozwiązania okazały się najlepsze i najbardziej zgodne z tym co chcieliśmy zrobić. Uspokojenie się, przerwy, wyjazdy. Każdy z nas potrzebował czasu. Na szczęście na koniec chęć pracy razem i dokończenia rzeczy wzięła górę. Nauczyłam się pozwolić sobie być słabą. Przyznać się do tego , że czasem nie ogarniam, nauczyłam się odpoczywać, oddawać czasem kontrolę (choć to przychodzi mi najciężej). Moja przyjaciółka Ania Zabrodzka wspaniała psycholożka, kiedy próbuje mnie uspokoić mówi: “MoMo,! Ty to byś chciała uratować cały świat… a nie da się”.

Z czego finalnie jesteś najbardziej dumna?

Z tego, że lubię te piosenki, że przy okazji pracy nad płytą spędziłam czas z przyjaciółmi i mam nadzieję dbałam o nich. Z tego, że mój syn słucha ich i potrafi zagrać je na gitarze. Jestem dumna, że w zasadzie całość powstała przy pomocy przyjaciół. Okładkę zrobił Łukasz Aksamit, klipy Alan Kępski, dobra energia projektu przyciągnęła też możliwość spotkania Weroniki Ławniczak odpowiedzialnej za zdjęcia i pierwszej sesji, gdzie chyba się trochę otworzyłam. Jestem dumna z tekstów Igora Spolskiego i muzyki, którą robiliśmy razem z Tomkiem Waldowskim i Igorem właśnie, z produkcji Tomka, ze współpracy z Agimem, który zrobił super remix piosenki “Zbawix” i bardzo mnie wspierał przy tym projekcie, z tego, że moja duchowa siostra Anna Saraniecka jeszcze mnie znosi i wysłuchuje. Bardzo się cieszę, że wydaje w Agorze, bo tam też mam ludzką współpracę (śmiech), a najbardziej z tego, że to smutne powiedzenie: “Nie sprawdzaj ludzi, bo ludzie się nie sprawdzają” w tym przypadku nie miało miejsca.

Rozszyfrujesz dla nas kolory tej płyty, czyli różowy i niebieski?

Kod kolorów jest trochę na przekór stereotypom. Może mężczyzna to różowy, a kobieta niebieski? Klipy, okładka oraz zdjęcia są czarno białe i w takiej konwencji będzie utrzymany cały album ale w piosenkach przewijają się słowa różowy i niebieski jako określenie różnych emocji. Krążki cd w pudełkach są również różowe i niebieskie , nie będzie jednak oznaczenia, żeby móc wybrać. Można pokusić się o stwierdzenie: niech zadecyduje los w jakim kolorze posłuchasz tej płyty.

Dawid

Dawid

Dziennikarz, z Popheart związany niemalże od samego początku. W muzyce nie zamykam się na to co nowe, w mojej biblioteczce znaleźć można zarówno płyty wykonawców popowych jak i hiphopowych.

Udostępnij na Google Plus