Troye Sivan – “Bloom” [RECENZJA]

“Bloom” to album długo wyczekiwany przez fanów Troye Sivana na całym świecie. Po świetnym debiucie jakim była premiera w 2015 roku krążka “Blue Neighbourhood”, większość osób śledząca jego karierę zadawała sobie pytanie, w którą stronę pójdzie ten podbijający serca młodych ludzi (i nie tylko) artysta. Czy krążek “Bloom” podjął wyzwanie swojego poprzednika i dał radę wysoko postawionej poprzeczce?

Z pewnością opinie na ten temat będą podzielone. Jedni docenią dojrzalszą i jeszcze bardziej spójną płytę, a innym będzie brakowało młodzieńczej radości, która ustąpiła przed bardziej dorosłym przekazem. Na pewno jest to płyta dobra, bardziej mroczna, w kilku momentach taneczna, a w kilku ozdobiona świetnymi gitarowymi dźwiękami. Według mnie – nie da się przejść obok niej obojętnie. Dodatkowo słuchaczy musiała zaskoczyć promocja płyty, ponieważ przed jej premierą usłyszeliśmy aż pięć utworów, czyli połowę standardowej wersji albumu!

Krążek otwiera kompozycja “Seventeen” i jest to mocny punkt płyty. Opowiada o pierwszych doświadczeniach seksualnych artysty, kiedy miał właśnie siedemnaście lat. Muzycznie jest to dobra zapowiedź nastroju całego albumu, daje nam pewne wrażenie czego możemy się spodziewać po całości. Następnym numerem jest dobrze nam znany główny singiel “My, My My”, który jest inspirowany latami 80-tymi i traktuje o miłości i wolności. Jeden z bardziej tanecznych kawałków na płycie zwiastował zmiany jakie dokonały się w twórczości Sivana.

“The Good Side” jest kontrastem do poprzedniego utworu i jednocześnie został on wydany krótko po głównym singlu. Bardzo kameralna, akustyczna piosenka, z melodyjnym głosem artysty, doprawiona nieco elektroniką dają nam naprawdę ciekawy efekt. Tytułowa piosenka “Bloom” ponownie wprowadza nas w taneczny nastrój. Lirycznie można odnieść wrażenie, że jest nawiązaniem do stosunku seksualnego, choć sam Troye opowiada, że jest on po prostu o kwiatach i wraz z ekipą mieli niezły ubaw nad tworzeniem tego kawałka. Jakkolwiek by nie było – szybko nie pozbędziecie się charakterystycznego i wpadającego w ucho refrenu! Po tytułowej piosence ponownie na chwilę zwalniamy tempo i zasłuchujemy się w “Postcard”, czyli opowieści o niespełnionej miłości z chórkami Gordi w refrenie i mostku. Sivan potrafi wprowadzić nastrój i to trzeba przyznać. Następnym numerem jest piosenka, która stała się singlem i jednocześnie była najbardziej wyczekiwana ze względu na duet z Arianą Grande! “Dance To This” to świetne połączenie, a głosy obu artystów idealnie do siebie pasują. Delikatnie taneczna z niezłym bitem naprawdę potrafi wciągnąć słuchaczy.

“Plum” to piosenka opowiadająca o zerwaniu, ale w tak radosnym tonie, że może zaskoczyć i dziwi mnie, że nie stała się singlem, bo jest to jeden z najlepszych refrenów na albumie. “What A Heavenly Way To Die” to kompozycja opowiadająca o związku wokalisty z fotografem i modelem Jacobem Bixenmanem. Pomimo, że Troye stara się swoją relację trzymać daleko od publiczności to w tej piosence zdradza nam nieco o swoich uczuciach i robi to w naprawdę romantyczny sposób. Przedostatnia piosenka to również piosenka o miłości, ale opowiedziana w najbardziej popowy sposób. Lirycznie przypomina nieco dokonania Lany Del Rey, choć muzycznie jest kompletnie różna. Finałowa kompozycja “Animal” stała się jednocześnie piątym singlem z płyty. Troye chciał stworzyć epicką piosenkę o miłości i jednocześnie byciu pod “pantoflem”, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Trzeba przyznać, że udało mu się to! Świetnie wyprodukowane efekty i wokal to idealne zamknięcie albumu.

Podsumowując “Bloom” to kawał dobrej roboty. Wciąga w nim wszystko: głos, warstwa liryczna i przemyślana muzyka. Album definitywnie odbiega od poprzednich dokonań artysty, to jest pewne. Ale wiecie co? Ja takiego Troya kupuję i polecam każdemu!

Udostępnij na Google Plus