RENI JUSIS dla Popheart.pl: “Wyrosłam już z oglądania się za siebie”

Dwa lata temu powróciła po długiej przerwie z albumem “BANG!”, a teraz prezentuje swój kolejny album “Ćma”. Udało nam się porozmawiać z Reni Jusis o jej najnowszym wydawnictwie, niespodziankach na nadchodzącej trasie koncertowej i odniesieniach do “Trans Misji”. 

Właśnie swoją premierę miał Twój najnowszy album „Ćma”. Jakie emocje Ci towarzyszą? Czujesz się pewniej niż przy wydaniu „BANG!”?

Obecnie sporo się dzieje, mamy przygotowania do trasy, próby, sporo rzeczy logistycznych i to chyba jeszcze do mnie nie dociera, że to już. Staram się nie mieć żadnych oczekiwań, po to aby się potem z tym nie zderzać. Ta płyta wyszła nam ze Stendkiem dokładnie taka, jak chcieliśmy. Po nieco eksperymentalnym „BANG!” postanowiliśmy wrócić do klasycznych, tanecznych kompozycji. Te utwory powstały na fali poprzedniej trasy koncertowej, która utwierdziła nas w przekonaniu, że niektóre kawałki bardziej działają, a niektóre mniej. Moim głównym celem teraz, jest znowu jechać w trasę i myślę, że wydanie płyty będzie jest symboliczne, natomiast później spotkanie na koncertach, będzie dla mnie premiera de facto.

Pytałem Cię, czy czujesz się pewniej, bo przy „BANG!” wiele osób się zastanawiało, czy podołasz po tylu latach przerwy, czy to będzie ta Reni, którą pokochała Polska – no ale jak widać „BANG!” został pozytywnie odebrany i nagrodzony Fryderykiem. Czy czujesz, że musisz coś jeszcze komuś udowadniać, czy możesz po prostu robić swoje i nie przejmujesz się co inni powiedzą?

Staram się znajdować siłę w samej sobie. Myślę, że trochę wyrosłam już  z oglądania się za siebie, aczkolwiek nie chciałabym, aby to zabrzmiało nieskromnie. Najważniejsze jest jak szczerze my do tego podchodzimy i gdybym nie była zadowolona z tego materiału, to bym go po prostu jeszcze nie wydała. W sumie to jest drugi raz w moim życiu, kiedy tak szybko nagrywam i tak szybko wydaję. Wcześniej zajmowało mi to dużo więcej czasu, ale teraz mam zgraną grupę przyjaciół , która mnie wspiera i jest to jak najbardziej praca zespołowa. Poprzednią płytę nagrałam z trzema producentami, teraz z jednym, ale też piszemy teksty w grupach, podgrupach, spotykamy się na próbach i gramy to z zespołem. Czuję energię od tych osób i nie czuję się w tych działaniach osamotniona. Wyrosłam z okresu, kiedy byłam taką „Zosią samosią” – to wtedy musiałam sobie coś udowadniać, a teraz czerpię ogromną przyjemność ze spotkań z ludźmi, uważam, że są niezwykle inspirujące, a ten moment, kiedy robimy coś razem i pojawia się energia, to dla mnie doznanie kosmiczne. Mam tak nie tylko jeżeli chodzi o muzykę, bo wtedy to przepływa przez nas i modlimy się, żeby temu nie przeszkadzać, ale i przy pisaniu tekstów. Siedzimy z moją przyjaciółką albo z moim kumplem, rozmawiamy i na przykład potrafimy zacząć szczerze płakać <śmiech>. To naprawdę są ogromne emocje i niejednokrotnie wzruszenie. Bardzo nas to do siebie zbliża.

Wspomniałaś, że nad płytą ponownie pracowałaś ze Stendkiem. Zastanawiałaś się w ogóle chociaż przez chwilę czy nie spróbować z kimś nowym czy Wasza współpraca układa się tak pomyślnie, że to był dla Ciebie oczywisty wybór?

Był to wybór oczywisty w tamtym momencie. Teraz znowu mnie korci, żeby współpracować z różnymi producentami, ale wtedy musiałam „postawić kropkę nad i” jeżeli chodzi o współpracę ze Stendkiem. Uważam, że jest to bardzo wszechstronna postać o bardzo ciekawych horyzontach muzycznych i tym większy mam do niego szacunek, że nie jest wykształcony muzycznie – ukończył malarstwo na ASP w Gdańsku – to wszystko czego się nauczył, nauczył się sam i czuje muzykę bardziej architektonicznie. Umiemy się słuchać, darzymy się ogromnym szacunkiem i nasza współpraca jest bardzo spokojna, nie ma tu nerwów i spięć, potrafimy sobie wszystko powiedzieć – chyba tak charakterologicznie jesteśmy do siebie zbliżeni i największą dla nas wartością jest muzyka. Cieszę się, że Stendek chciał coś zrobić i było to coś innego niż „BANG!”. Pierwsze myśli były takie, żeby to kontynuować i pójść w jeszcze większe eksperymenty – taki był pomysł Stendka. Ja powiedziałam „Nie, ja to bym chciała nagrać wolną płytę, taką ambientową”, po czym on powiedział „A ja to bym w ogóle ukłonił się „Trans Misji”, bo to jest moja ulubiona płyta i świetnie mi się gra te piosenki na koncertach. Widzę jak ludzie na to reagują i to mnie porusza”. Byliśmy wtedy w trasie i też zwróciłam na to uwagę. Doszłam więc do wniosku, że nic dwa razy się nie zdarza, ale nie jestem jeszcze gotowa na te wolniejsze tempa – poczyniłam jakieś szkice, dema, ale nie przekonywało mnie to. Stendek w tym czasie robił energiczne kawałki i tak się skończyło, że płyta jest klubowa i gdzieś tam w jakimś stopniu jest powrotem do moich korzeni.

No właśnie wyprzedziłaś trochę moje kolejne pytanie, bo chciałem Cię zapytać, że gdyby twoja nowa płyta miała być siostrą jednego z twoich dotychczasowych albumów, to który byłby to album – ale rozumiem, że w takim razie „Trans Misja”, mam rację?

Jak najbardziej, nie ukrywamy tego. To jest chyba płyta, która najmniej się postarzała. Do dziś jak ją gramy, bo budzi emocje.

„Trans Misja” jest dla Ciebie taka ważna właśnie przez to, że obserwujesz, jak ludzie reagują na te kawałki podczas koncertów?

Tak, to jeden z powodów. Drugi to taki, że płyta poprzedzająca „Trans Misję”, czyli „Elektrenika” była zupełnie niezauważona – chyba tylko MTV grało kawałki z tej płyty i na szczęście grali mojego winyla DJ-e w klubach – no ale przeszła ona bez echa. Później był taki trudny dla mnie moment, bo kiedy jechaliśmy na koncerty, to ludzie za bardzo nie wiedzieli jak do tego tańczyć. Pamiętam, jak mój menedżer powiedział mi „To co Reni? Co dalej?”, a ja mu opowiedziałam, że chciałabym to kontynuować. Liczyłam się z tym, że taki mój los, że będziemy grać pewnie mało koncertów i że ludzie będą średnio na to reagować, ale świadomie wybrałam drogę pod prąd. No ale wydarzyła się piosenka „Kiedyś Cię Znajdę”.

Podobno nawet nie chciałaś, aby była singlem.

Tak, bo uważałam, że jest niereprezentatywna dla całej płyty, ale podłapały ją wszystkie rozgłośnie, smażalnie frytek nad morzem i taksówki. Ona pozwoliła nam ruszyć z trasą koncertową i to było spijanie śmietanki, a my w ogóle na to nie liczyliśmy, a nawet nie wierzyliśmy, że to jest w ogóle możliwe.

Wspominałaś, że „Elektrenika” jest taka trochę niedoceniana i aż muszę wtrącić, że z tego krążka pochodzi jeden z moich ulubionych Twoich kawałków „Tylu tu ludzi”.

O! Też go bardzo lubię. Ja myślę, że moi fani ją bardzo doceniają i ciepło wspominają, ale jeżeli chodzi o tamte realia i to, co nastąpiło wtedy, to była ściana. Sami sobie zorganizowaliśmy część koncertów i to było wszystko – wychodziliśmy na nich na „zero”, nic nie zarabialiśmy.

Czy jest taki utwór na nowej płycie, że nie możesz się doczekać, aż usłyszą go inni?

To chyba duet z Jakubem Gierszałem i to nie tylko przez jego udział, ale przez wiersz „Barańczaka”, który jest dla mnie niezwykle poruszający i ilekroć go czytam, to mam wrażenie, że jest to moje credo życiowe, podsumowanie moich refleksji i kierunek, w którym zmierzam. Interesuje mnie bardzo historia tego wiersza – powstał na emigracji, pewnie z tęsknoty za krajem, a dla mnie dziś jest aktualny na tak wielu płaszczyznach i mam taką nadzieję, że wielu słuchaczy, gdy usłyszy ten tekst i go przeczyta, będzie się z nim identyfikować. Oczywiście trzeba być anty konsumpcjonistą i jeszcze trochę najlepiej buddystą <śmiech>, żeby ten tekst poczuć i potraktować jako swój. Ja takich osób znam coraz więcej poznaję i mam nadzieję, że świat w zmierza w podobnym kierunku.

A skąd pomysł, żeby to właśnie Kuba przeczytał ten wiersz?

Długo się zastanawiałam, jaki dobrać tutaj głos męski. Nie chciałam czytać sama, bo bałam się, że będzie to przypominało „Bilet wstępu” z „BANG!”. W międzyczasie usłyszałam parodię Taco Hemingwaya, którą nagrał Gierszał dla Saturday Night Live Polska i bardzo mi się to spodobało, a po drugie uważam, że ma świetne poczucie rytmu. Pomyślałam, że skoro mam szacunek dla jego pracy i jeszcze ma być może talent muzyczny, to chciałabym to sprawdzić. Długo się zastanawiałam, czy zadzwonić, bo bałam się, że jest zajęty, że mi odmówi, ale się udało. Spotkanie z nim w studiu też było ciekawym doświadczeniem i oczywiście okazał się superskromnym gościem. Słuchał tego, o co go proszę, cały czas podkreślał, że jest tam dla mnie. Na końcu zapytałam go, czy chce wybrać ze mną najlepszą wersję, to powiedział „To Twój projekt. Podejmij sama decyzję, bo chcę abyś Ty była zadowolona” – idealny współpracownik <śmiech>.

Wspominałaś o tej trasie, której się nie możesz doczekać.  Czego możemy się po niej spodziewać?

No, że długie to będą koncerty <śmiech>.

Wrócisz do starych kawałków? Szykujesz nowe wersje znanych utworów lub jakieś niespodzianki?

Mam taki pomysł, że będziemy grać nowy materiał, a później chcemy z jakiejś magicznej kuli prosić publiczność, aby losowała, co ma być dalej i o ile będą chcieli, to to zagramy <śmiech>.

Super pomysł. Ja bym chciał wylosować „Mixturę”. <śmiech>

O, a ja myślałam, że „Tylu tu ludzi”.

Jeżeli wrzucisz do kuli, to jak najbardziej.

Jestem ciekawa tych wyborów.

A nie ma takich kawałków, którymi jesteś już zmęczona i nie chciałabyś, aby znalazły się w takiej kuli?

Oczywiście wypiszemy tam tylko najfajniejsze <śmiech>. Ja bardzo szanuję, to co się wydarzyło w moim życiu i nie mam takiego pejoratywnego stosunku do jakiejś piosenki. Są natomiast takie etapy, na których jedne bardziej mnie poruszają, a potem przychodzi czas na inne. Czasami jak śpiewam, to się wyłączam i to w ogóle bardzo dziwne, że pamiętam tekst, wtedy wpadam na pomysł remiksu piosenki. Schodzę ze sceny i mówię „O Jezu. Widziałam taki ‘seventisowy’ remiks tej piosenki. Musimy to zrobić!”. Oczywiście pewnie przez chwilę śpiewam jak robot, bo myślami już tak skręciłam. Może wynika to właśnie z tego, że tak znudził mi się ten numer, że zaczynam odbiegać myślami, ale czasami jest też tak, że utwór wciąż jest dla mnie ważny, tak jak 20 lat temu.

No właśnie – 20 lat. Uwierzysz, że to już 20 lat od wydania Twojego debiutanckiego albumu? Świętowałaś to w jakiś sposób?

Nie, nie. Idę dalej i nie oglądam się za siebie. Nie mam w sobie takiej potrzeby, żeby obchodzić jakieś jubileusze czy okrągłe rocznice. Jestem ciekawa tego, co będzie za rok – mam nadzieję, że kolejną płytę nagram jeszcze szybciej niż tą.

To ja Ci powiem, co będzie za rok. Wtedy minie 10 lat od wydania „Iluzjonu” – kolejna rocznica.

Tutaj dotknąłeś sedna. Też o tym ostatnio myślę.

Wiem, że mówiłaś, że na płycie początkowo miało być 15 piosenek, a nie 12 – co z tymi trzema piosenkami, których fani nigdy nie usłyszeli? Myślisz wciąż o wydaniu drugiej części albo specjalnej jubileuszowej edycji krążka z nowymi utworami?

Mam tak wiele konceptów na ten temat i wizje, w którym kierunku chcę zmierzać. Już od roku myślę o „Iluzjonie”, ale nie wiem, czy nie poprzedzi tego projektu jeszcze jedna płyta, kolejna eksperymentalna. Chcę się nasycić tą elektroniką i tym rytmem, w którym teraz jestem. Jeżeli nagram „Iluzjon 2” to będzie to taki moment, w którym będę jeździła z nowym zespołem – nie do końca jeszcze wiem, czy będzie to akustyczne czy trochę gitarowe – muszę to sobie wszystko przemyśleć. W każdym razie jeszcze nie mam ochoty na tę zmianę, jeżeli chodzi o trasę. Na pewno poczekam na moment, kiedy będę zmęczona, wiesz, tym tańcem na rurze <śmiech>, wtedy sobie usiądę do piana rhodesa.

Reni, bardzo dziękuję Ci za rozmowę i do zobaczenia na koncertach.

Do zobaczenia!

Web Cams Sex
Artur

Artur

Jestem do szaleństwa zakochany w muzyce, a pasją lubię dzielić się z innymi. Zafascynowany teledyskami, koncertami i twórczością Davida Bowiego.

Udostępnij na Google Plus