Michał Szpak dla Popheart.pl: “Lubię się mierzyć z wyzwaniami, które daje mi życie”

7 września swoją premierę miał nowy album Michała Szpaka “Dreamer”. Jest to następca krążka “Byle być sobą”, który spotkał się z rewelacyjnym przyjęciem, uzyskał statut Platynowej Płyty a utwór „Color Of Your Life” stał się diamentowym singlem. Udało nam się porozmawiać z Michałem i porozmawiać o jego muzycznej przemianie na nowym materiale, jego ulubionych piosenkach z albumu i udziale w programie “Voice Of Poland”.

Jesteśmy kilka dni po premierze Twojego nowego albumu. Jakie emocje ci towarzyszą?

Jeszcze się cieszę, jeszcze jest stres, jeszcze nie cały feedback do mnie wrócił. Emocje z pewnością opadną za jakiś czas, ale jeszcze nie teraz.

Myślę, że można powiedzieć, że to Twój drugi powrót z nowym materiałem. Który był dla Ciebie trudniejszy? Ten z „Dreamer” czy kiedy powracałeś po wydaniu EP-ki i kilku latach przerwy z „Byle Być sobą”?

We wszystko wkładam tyle samo emocji i wszystko mnie bardzo mocno emocjonuje. Nie można tego porównać. Po długiej przerwie wydałem album „Byle być sobą”, który był moim pierwszym longplayem, więc podchodziłem do tego z dużą niepewnością, jak się on przyjmie, ale udało się zdobyć serca. Tutaj jestem postawiony w innej sytuacji, ponieważ tamten album odniósł sukces i teraz nie wiem, czy ludzie nie spodziewają się czegoś podobnego, a ja serwuję im zupełnie coś innego.

No właśnie, wiele osób mówi, że drugi album jest najważniejszy w karierze artysty. Czujesz to samo?

To na pewno jest album wyjątkowy, który ukazuje mnie w zupełnie innym świetle. Pokazuje zupełnie inną stronę mojej duszy, trochę mroczną, ale też trochę romantyczną. Nie chcę snuć wniosków czy to będzie moja najlepsza płyta, bo przede mną jeszcze jest wiele wydawnictw, ale z pewnością jest to dla mnie wyjątkowy album i ma wielkie znaczenie.

Jak bardzo różni się Michał Szpak z albumu „Dreamer” od tego, którego fani poznali na krążku „Byle być sobą”?

Myślę, że różni się znacząco. Ten Michał Szpak ma styczność ze stylami muzycznymi, z którymi nie był powiązany wcześniej – mimo, że słucha na co dzień takich dźwięków, to nie wiem czy by się odważył wcześniej na coś takiego. Do takiej muzyki trzeba dorosnąć i nie byłbym na nią gotowy cztery lata temu. Teraz myślę, że jestem na to gotowy i jestem też wiarygodny. To romantyczna, mroczna opowieść o marzycielu, który czasem bywa subtelny, a czasem ma rockowy pazur.

Dlaczego zdecydowałeś się nagrać płytę anglojęzyczną?

Teksty od początku były napisane po angielsku i kiedy chcieliśmy je przełożyć na język polski, to traciły one magię. Woleliśmy zostać więc przy angielskich tekstach, żeby zachować „vibe” tego albumu i nie odbierać mu magii i stylu.

Był taki pomysł, a może nadal jest, żeby spróbować podbić tym krążkiem listy w innych krajach?

To pytanie chyba trzeba kierować do wytwórni, ale wiem, że fani, których zdobyłem za granicą, odsłuchali album i są bardzo zadowoleni. Ten krążek mógłby być bardzo miłym zaskoczeniem na zagranicznych rynkach muzycznych i myślę, że każdy artysta chciałby, aby jego krążek mógł zaistnieć nie tylko w Polsce.

Jak wyglądały prace nad nową płytą? Jakie były kryteria doboru współpracowników?

Przy tworzeniu albumu „Dreamer” brało udział 19 muzyków, więc jest to bardzo duży skład. Bardzo duży wkład miał mój tutaj mój zespół, który nagrywał wiele ścieżek oraz kwartet smyczkowy, który pojawia się ze mną na koncertach. Dobór reszty ludzi był raczej po stronie producentów i to oni mieli wpływ na to, kto będzie grał na tej płycie. Na pewno był to bardzo intensywny dla mnie czas, bo nagrania wokali toczyły się w trakcie „Classica Tour”.

Która w sumie też się przedłużyła, bo z tego co pamiętam to ta trasa miała być początkowo znacznie krótsza.

Tak, trasa miała mieć tylko 5 koncertów, a zrobiło się ich ostatecznie 25. Dlatego ten album był nagrywany tak naprawdę w takim cugu muzycznym, bo jeśli nie byłem w studiu, to byłem na koncertach.

Krążek ukazał się w dwóch wersjach, czyj to był pomysł? I gdybyś mógł wyjaśnić, tym którzy nie wiedza, czym się różnią?

Różnią się tym, że na wersji standardowej mamy podstawową zawartość nowej płyty z nowymi aranżacjami dwóch numerów: „Dreamer” i „Blue Moon” – zresztą „Blue Moon” to jeden z moich faworytów. Wersja deluxe zawiera w sobie wszystkie utwory podstawowe plus wersje koncertowe utworów z płyty „Byle być sobą”, które były nagrywane w trakcie „Classica Tour” i to jest konkretne nagranie z Teatru Roma. No i różnią się jeszcze dodatkowo szatą graficzną oraz okładką. Myślę, że to był pomysł wspólny – doszliśmy do tego razem z producentami, managementem i wytwórnią, że byłoby fajnie dać ukłon w wersji specjalnej płycie „Byle być sobą”, bo jednak te koncertowe wersje trochę się różnią od nagrań na płycie.

„Blue Moon” jest Twoim faworytem w wersji oryginalnej czy housowej? I czy to oznacza, że będzie on singlem?

W oryginalnej. Na singla jest przewidziany zupełnie inny utwór, aczkolwiek wiadomo, że każdy szuka na płycie swoich faworytów. Ja mam trzy ulubione numery: „Blue Moon”, „Stronger” i „Let Me Dream”.

Możemy cię teraz oglądać w Voice of Poland. Z trenerów ostatniej edycji zostałeś tylko Ty. To z pewnością duże wyróżnienie. Jak ci się pracuje w nowym składzie?

Nowy skład jest bardzo, bardzo sympatyczny. Wnosi on z pewnością zupełnie inną energię niż poprzedni. Tęskni mi się trochę za poprzednim składem, ale absolutnie z tym też jest świetna współpraca. Czasami się ścieramy, ale to wiadomo, ścieramy się w dobrej wierze, bo każdy chce mieć u siebie jak najlepsze głosy.

Jaki głos ma szanse zdobyć serce Michała Szpaka?

Myślę, że głos, który ma w sobie coś elektryzującego i jest charyzmatyczny.

Dlaczego właściwie zdecydowałeś się na udział w tym show? Nie bałeś się krytyki, ze „to za wcześnie”?

Myślę, że wielu ludzi lubi krytykować, a ja lubię się mierzyć z wyzwaniami, które daje mi życie. To była sytuacja, którą sobie wymarzyłem.

No właśnie. Pamiętam, że już kilka lat temu mówiłeś w jakimś wywiadzie, że nie zwracasz uwagi na krytykę kierowaną w Twoją osobę. Dalej się tego trzymasz?

Jestem wierny temu, co powiedziałem kiedyś <śmiech>.

Twoja podopieczna wygrała poprzednią edycją. Macie ze sobą kontakt?

Z Martą? Oczywiście. Wiadomo, że nie widujemy się na kawkę, bo nie mamy na to czasu, ale czasami napiszemy do siebie na Instagramie. Dzisiaj słyszałem jej nową piosenkę, więc z pewnością udostępnię ją u siebie na Facebooku. Bardzo jej gratuluję i jestem z niej dumny. Widujemy się również na festiwalach czy koncertach.

Dziękuję Michał za rozmowę i mam nadzieję, że widzimy się już wkrótce na jednym z Twoich koncertów.

Na pewno tak. Zapraszam na trasę „Dreamer Tour”, to będzie coś niezwykłego. Zajmujemy się tym bardzo długo… Myślimy nad każdym szczegółem. Nie mogę się doczekać.

Artur

Artur

Jestem do szaleństwa zakochany w muzyce, a pasją lubię dzielić się z innymi. Zafascynowany teledyskami, koncertami i twórczością Davida Bowiego.

Udostępnij na Google Plus