Między pulsującym bitem, a marzycielską harmonią – “Sweetener” [RECENZJA]

Od wydania “Dangerous Woman” minęły już ponad dwa lata. Ariana wypuściła wtedy spod skrzydeł między innymi takie hity jak “Into You”, “Side To Side” z Nicki Minaj czy “Everyday” z Future. Tym razem spodziewaliśmy się czegoś podobnego – Grande od początku swojej kariery serwuje nam  typowe pop-bangery, które zna niemalże każdy. Tym razem jednak coś się zmieniło…

“Sweetener” charakteryzują nieco bardziej spokojne, marzycielskie tony, a single, jakimi częstowała nas Grande jeszcze przed premierą albumu to jedne z najmocniejszych pozycji na setliście – zaczynając od wyróżniającego się w dyskografii Ariany utworu “no tears left to cry”, czyli popowego kawałka w wydaniu, które jest nieoczywiste, zaskakujące, a zarazem rytmiczne i wciągające. Stacje radiowe pokochały ten numer, a krytycy są gotowi go okrzyknąć piosenką roku. Wielu doszukiwało się w niej nawiązań do tragedii, z którą musiała zmierzyć się zarówno Ariana, jak jej fani w zeszłym roku, gdy terrorysta zdetonował bombę na jej koncercie, zabijając 22 osoby. Grande stworzyła piosenkę o braku łez i nabieraniu sił, ponieważ jakaś część jej prawdopodobnie pogodziła się już z tym, co się stało i zdała sobie sprawę, że czas już osuszyć łzy i żyć dalej. Drugi, główny singiel “God is a woman” jest natomiast hymnem kobiecości, w którym przenikają się tematy seksualności i duchowości. Głos amerykanki tworzy pewną harmonię, wydaje się być warstwowy, natomiast sama muzyka jest hybrydą hip-hopu i popu z elementami reggae. Potencjał na bycie kolejnym singlem silnie wykazuje “breathin”, czyli sensualny wokal połączony z oscylującym bitem, a także tytułowy “sweetener” – połączenie wysokich, idealnie trafionych dźwięków z nisko osadzonym, chwytliwym refrenem.

Niepowtarzalny wokal i paletę możliwości Ariany ukazuje już 40-sekundowe intro “randrops (an angel cried)”, otwierające wydawnictwo, które oparte zostało na bazie refrenu wydanej w latach 60. piosenki „An Angel Cried” z repertuaru The Four Seasons.  Podobny, anielski klimat utrzymują utwory “R.E.M” o beztroskiej, marzycielskiej odsłonie miłości, podobnie jak uwielbiany przez fanów remake kompozycji z repertuaru Imogen Heap  “goodnight n go”.

Należy także omówić nieco słabszą stronę wydawnictwa – są nią współprace, które niestety obniżają jego jakość, zamiast ją podnosić. Drugą pozycję na setliście krążka “blazed”, czy collab z Pharrellem, gdzie znacznie słychać jego wpływy w tym utworze. Podobne zjawisko ma miejsce w “the light is coming” nagranym z Nicki Minaj, które także wyszło spod skrzydeł Williamsa. “borderline” w duecie z Missy Elliot również nie zachwyca – żaden z tych trzech utworów nie zachęca do ponownego przesłuchania, wręcz przeciwnie – zniechęca monotonnością.

Ariana otwarcie mówi o swoim obecnym związku i wydaje się być bardzo zakochana w swoim narzeczonym – to właśnie na jego cześć nazwała interludium “pete davidson”, które na początku istniało jako “pete”. Poprzednia miłość 25-latki – Mac Miller – może być natomiast inspiracją do kawałka “better off”, opowiadającego o fizycznym przyciąganiu i braku romantycznych uczuć.

Wydawnictwo zamyka spokojne “get well soon”, czyli ponowne nawiązanie do zamachu w Manchesterze, który miał miejsce 22 maja 2017 roku. Poza kojącą melodią i warstwą liryczną, która jak wspominała piosenkarka w jednym z wywiadów mówi o tym, aby być dla siebie nawzajem, wspierać się i pomagać sobie w najtrudniejszych momentach, znajdziemy tam także ważne symbole – piosenka 5 minut i 22 sekundy, co tworzy datę tego smutnego wydarzenia. Co więcej, utwór kończy się czterdziestoma sekundami ciszy, które mają upamiętniać ofiary zamachu.

Podsumowując, “Sweetener” to ciekawa podróż, od chwytliwych singli “no tears left to cry” i “God is a woman”, przez nieco bliższy sercu Ariany klimat, jaki utrzymują “r.e.m”, “goodnight n go” czy “breathin”, aż do nieudolnych prób urozmaicenia wydawnictwa, jakimi są “blazed”, “the light is coming” i “borderline”. Droga jest kręta, prowadzi nas od pulsującego bitu, przez marzycielskie tony, aż do klimatycznego miksu gatunków, który działa na zmysły. Album wydaje się być eksperymentem, który można uznać za udany –  Grande stworzyła wydawnictwo, które reprezentuje ją w stu procentach, a także odkrywa inne strony popu, do których nie jesteśmy jeszcze przyzwyczajeni. Brawo!

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus