Xtina odzyskuje swój głos. Recenzja albumu Christiny Aguilery “Liberation”

Od czasu wydania ostatniego albumu Christiny Aguilery “Lotus” minęło prawie 6 lat. Jeśli zastanawiacie się, jak długi jest to okres  na rynku muzycznym, to wiedzcie, że w przeciągu tych lat Ariana Grande zdążyła zadebiutować (z albumem “Yours Truly” w 2013 roku), wydać dwa kolejne krążki (“My Everything” oraz “Dangerous Woman”) i rozpocząć promocję czwartego albumu (“Sweetener”). Przez ostatnie lata począwszy od wydania “Bionic” w 2010 roku, Aguilera ponosiła kolejne komercyjne upadki, a fani obserwowali twórczą niemoc. Jak więc “Liberation” wpisuje się w dzisiejszy krajobraz popu, i czy nowy krążek będzie w stanie ożywić karierę gwiazdy popu, która stanęła na krawędzi?

W 2010 roku Aguilera wydała album “Bionic”, którego kreatywna wizja do dzisiejszego dnia jest tematem dyskusji w Internecie. Niepokojący gorszy wynik od spodziewanego przy “Bionic” stał się ogniwem zapalnym do spirali w dół kariery i życia prywatnego Xtiny. Rozwód, rola trenera w programie The Voice, która jak sama przyznała “zniszczyła w niej kreatywność”, komercyjna i artystyczna porażka “Lotus” uważanego za najgorszy krążek w karierze Aguilery to jedynie kilka elementów, które mogły wpłynąć na stagnacje kreatywności i kryzys jej tożsamości jako artystki. W muzycznej uczcie, intrze do “Liberation”, stworzonej przez znakomitego kompozytora Nicholasa Britella odpowiedzialnego za nominowaną do Oscara ścieżkę dźwiękową do “Moonlight”, słyszymy szept Christiny zadający pytanie – “Gdzie jesteś” i śmiech młodej dziewczynki, a w jednym z pierwszych utworów zatytułowanym “Searching For Maria” wykonuje krótki cover utworu z kultowego “Sound of Music” i zadaje kluczowe dla zrozumienia znaczenia płyty pytanie: “How do you solve a problem like Maria?” (pol. “Jak rozwiązujesz problem jakim jest Maria?”). To właśnie podróż w czasie będzie kluczowym elementem pierwszych dźwięków “Liberation”.

Aby odnaleźć swoją dawną energię sceniczną Aguilera musiała powrócić do swojego dzieciństwa – kiedy jako 6-latka zainspirowana filmem “The Sound of Music” marzyła, aby stanąć na scenie i występować. Utwór “Maria”, z samplem Jackson 5, wyprodukowanym przez Kanyego Westa i Che Popa dotyka znakomicie bólu związanego z utratą dziecinnego popędu do tworzenia – “How was I supposed to know that it would cost my soul?” (pol. Skąd miałam wiedzieć, że będzie to kosztować moją duszę?) czy “All my life, wouldn’t give up was too young to know the difference. How did I get so low? When did I turn so cold?” (pol. Całe moje życia, nie chciałam się poddać, byłam za młoda, żeby znać różnicę. Jak się znalazłam tak nisko? Kiedy stałam się taka zimna?”). “Sick Of Sittin'” jest młodszym bratem “Fighter” przypominającym najlepsze wokalizy Janis Joplin, w którym Aguilera odpycha kajdany założone przez jurorowanie w programie “The Voice” – “It’s good pay, but it’s slavery, I can’t live with these chains on me I have to get free” (pol. Dobrze płatne, ale zniewolenie. Nie mogę żyć z tymi łańcuchami, muszę być wolna”) i przyznaje, że przez zaangażowanie w produkcję telewizyjną zniszczyła swoją artystyczną duszę – “I’ve been workin’ too hard to not be livin'” (pol. Pracowałam zbyt ciężko na to, aby teraz nie żyć).

To, za co pokochaliśmy Christinę to wyrażanie swojego zdania, nawet jeśli nie jest ono zgodnie z społecznie akceptowalnymi normami. To właśnie Aguilera jako jedna z niewielu w latach, kiedy społeczność LGBT nie była akceptowalna umieściła dwóch całujących się gejów w teledysku do “Beautiful”, czy mówiła o podwójnych standardach wobec kobiet i mężczyzn zanim dyskusja dotarła do mediów mainstreamowych w “Can’t Hold Us Down”. Tym razem jednak Aguilera trafiła w punkt w odbywającej się aktualnie dyskusji społecznej – jej duet z Demi Lovato “Fall in Line” mógłby posłużyć jako ścieżka dźwiękowa do ruchu #MeToo.

Podczas gdy pierwsza połowa krążka wydaje się być poświęcona poszukiwaniom utraconej tożsamości, druga połowa począwszy od “Right Moves” wydaje się muzycznym eksperymentem pokazującym kim muzycznie dzisiaj jest Christina Aguilera. Xtina dzisiaj pozbywa się nie tylko łańcuchów zniewalających ją artystycznie, ale także tych, które przez ostatnie lata kurczowo trzymały ją przy nieudanych próbach nagrywania komercyjnych prób wspięcia się na szczyty list przebojów. Na “Liberation” nie znajdziemy hitów, ale to nie jest wada tego albumu, a wręcz duży walor. Na “Bionic” wizja wokalistki była zaburzona przez ostatnie poprawki wytwórni, a “Lotus” wydawał się na tyle wydany w pośpiechu, że wielu fanów kwestionuje, czy wytwórnia nie miała decydującego głosu w wydaniu niektórych utworów. Tym razem z całą pewnością można powiedzieć – “Liberation” jest pełną wizją Christiny Aguilery i pokazuje nam kim dzisiaj jest artystka.

Kim jest więc dzisiaj Christina Aguilera muzycznie oprócz tego, że nie chce ścigać się wyścigu na szczyty list przebojów? Druga połowa “Liberation” pokazuje nam przede wszystkim, że dzisiaj Xtina zmęczona jest łatką swojej hałaśliwej akrobatyki wokalnej. Swoje wokalizy Christina pozostawia na utworach, aby dodać muzycznej tekstury, bądź wydobyć emocje, a nie jak to było na poprzednich dwóch albumach, aby pokazać swoją siłę wokalną. W “Right Moves” czy “Accelerate” (które zresztą są absolutnym sercem albumu) widać, że artystka jest głodna nowych dźwięków i eksperymentów muzycznych, które do tej pory były w dużej mierze ograniczone przez jej wokalizy. To jednak, gdzie Christina błyszczy to utwory “Pipe” z XNDA i “Like I Do” z Goldlinkiem – wokalistka pokazuje zupełnie inny muzyczny świat i teksturę swojego głosu do tej pory nieznaną nawet najwierniejszym fanom.

Aguilera zdążyła nas przyzwyczaić także do rewelacyjnych ballad. Tych na albumie jest trochę mało (może to też kolejna łatka, której chciała się pozbyć?), ale za to obydwie są rewelacyjnie wyprodukowane, a wokal Christiny nie przyćmiewa ani jednego dźwięku. W “Twice” Aguilera przywodzi na myśl “Bohemian Rhapsody”, a emocje przy słuchaniu “Unless It’s With You” przypominają te, które słuchacz czuje słuchając za każdym razem “Hurt” z “Back To Basics”.

Wielość i różnorodność dźwięków na krążku może być zaskakująca, ale wydaje się, że podobnie jak na “Stripped”, któremu również zarzucono zbyt dużą multigatunkowość, wszystko spięte jest jedną klamrą dźwięków inspirowanych hip-hopem i współczesnym r’n’b. Na dużą pochwałę zasługuję produkcja “Liberation” – ta przywodzi na myśl rewelacyjnie wyprodukowany “Lemonade”. To duży krok w przód po fatalnie zremasterowanym “Lotus”.

“Liberation” to wspaniała, muzycznie różnorodna podróż, która dotyka problemu kryzysu artystycznego, utraty własnego siebie. Podczas gdy na “Stripped” Aguilera pokazywała podróż, której celem było pokazanie “prawdziwej ja” i ta podróż kończyła się pewną afirmacją (w postaci “Keep On Singin’ My Song”), tak wydaje się, że “Liberation” nie ma kropki na końcu. Ta podróż wciąż się odbywa, i muzycznie Aguilera będzie jeszcze eksplorować – odkrywać swoja muzyczne “ja”.

Web Cams Sex
Sebastian

Sebastian

Współzałożyciel POPHEART.PL. Zakochany w najróżniejszej muzyce po uszy. Wielki fan Davida Bowiego, Grace Jones i Iggy'ego Popa. W przesłuchiwanych albumach szuka przede wszystkim jakości, świeżości i czegoś innego.

Udostępnij na Google Plus