5 Seconds of Summer – “Youngblood” [RECENZJA]

Na nowy album 5 Seconds of Summer przyszło nam czekać ponad dwa lata, a oczekiwania odnośnie tego wydarzenia rosły z dnia na dzień, ponieważ fani po tak długiej przerwie byli wręcz spragnieni nowej muzyki australijskiego zespołu. W końcu doczekaliśmy się dnia, kiedy wydawnictwo ujrzało światło dzienne. Czy chłopakom udało się nie zawieść dotychczasowych fanów, a jednocześnie przyciągnąć nowych?

Słyszeliście o 5SOS? Do tej pory mogliście posłuchać wydanego w 2014 roku debiutanckiego albumu “5 Seconds of Summer”, który promowały single “Don’t Stop”, “Amnesia”, “Good Girls” i najbardziej docenione “She Looks So Perfect”, które było numerem 1. w Australii, Nowej Zelandii, Irlandii i Wielkiej Brytanii, a także uzyskało 24 miejsce na Billboard Hot 100 i 25 na Canadian Hot 100, po czym pokryło się podwójną platyną, sprzedając się w liczbie 140,000 kopii. Wydany rok później krążek “Sounds Good Feels Good” radził sobie równie dobrze, utwory promocyjne także zajmowały wysokie miejsca na listach przebojów – pierwszy, główny singiel “She’s Kinda Hot” uplasował się na 22 miejscu US Billboard Hot 100 i na 15 US Billboard Mainstream Top 40.

Po wydaniu drugiego albumu, członkowie zespołu zrobili sobie dłuższą przerwę od blasku fleszy i zaczęli pracować nad kolejną płytą. Wygląda na to, że ten czas był im potrzebny, ponieważ na rozszerzonej wersji albumu znalazło się aż 16 utworów!

Myślę, że analizę powinniśmy zacząć od tytułowego singla “Youngblood”, który nieco się wyróżnia na tle pozostałych piosenek grupy i faktycznie jest to “młoda krew” czyli coś, czego 5 Seconds of Summer do tej pory jeszcze nie grali. Na uznanie zasługują także chwytliwe “Lie To Me”, nieco mroczne “Valentine” i energiczne “Moving Along”… I na tym kończy się powiew świeżości. Kolejny singiel, czyli radiowe “Want You Back” – mimo, że ukochane przez fanów – nie wnosi nic nowego. Reszta piosenek jest dalej utrzymana w klimacie specyficznym dla bandu. Czy to dobrze? I tak, i nie.
Za kolejną wadę można też uznać długość niektórych piosenek – wspomniane wcześniej “Lie To Me”, “Want You Back” czy “Woke Up In Japan” nie trwają nawet trzech minut, co działa na niekorzyść całego projektu; nie zdążyłam się dobrze wczuć w klimat piosenki, a za chwilę słucham już kolejnej i mimo, że utwory są naprawdę dobre, to cały czas czuję niedosyt.
“Talk Fast” bardzo przypomina mi klimat debiutanckiego krążka 5SOS i myślę, że spokojnie mogłoby się zamienić miejscem z “Babylon”, które znalazło się na ostatniej pozycji rozszerzonej wersji albumu. “Meet You There”, czyli pierwsza piosenka, którą artyści stworzyli podczas przerwy to jedyny utwór, który zupełnie do mnie nie trafia i według mnie lekko odbiega od schematu albumu.

Członkowie zespołu, pytani o nadchodzącą wówczas płytę mówili dużo o zmianach, o dorastaniu i o tym, jak bardzo dumni są z nowego wydawnictwa. Byli na tyle podekscytowani, że przesunęli datę premiery albumu o tydzień! Mimo wszystko, bądźmy szczerzy – chociaż “Youngblood” naprawdę mi (jako wiernej od kilku lat fance) się podoba, nie wydaje mi się, że można tu mówić o dużych zmianach. Owszem – chłopcy stali się mężczyznami, teksty wydają się być bardziej przemyślane, muzyka bardziej dopracowana, ale jest to dalej to samo brzmienie, do którego przywykli miłośnicy grupy i mimo obietnicy nowości i niespodzianek, nie można ich tu oczekiwać. Fanom jednak to nie przeszkadza, bo właśnie ten niepowtarzalny, specyficzny styl to jest to, co w nich pokochali.

Chociaż fajerwerków nie należy się spodziewać, chłopaków z 5SOS trzeba więc pochwalić za konsekwencję – mimo, że dalej utrzymują swoją charakterystyczną estetykę, utwory nie są nudne i różnią się od siebie. W każdej piosence z osobna można się zakochać, każdą można znienawidzić, ale nie znajdziecie tu elementu monotonii, który licznie występuje na krążkach popowych artystów – słuchając płyt, często mam wrażenie, że wszystkie utwory są takie same, zlepiają się w jedną całość i nie potrafię wyróżnić nawet jednego, gdy ktoś mnie o to spyta. Na “Youngblood” oprócz spójności rządzi także różnorodność, co w dzisiejszych czasach jest rzadkością i warto to docenić.

Odkąd “Youngblood” walczy o pierwsze miejsce na liście US Bilboard Hot 100 z “The Carters” od jednej z najpotężniejszych par świata – Beyoncé i Jay’em-Z, fani 5SOS na Twitterze prężnie zorganizowali akcję wspólnego streamowania albumu we wszystkich serwisach i dzieleniem się tym pod hashtagiem #YOUNGBLOODStreamingParty, który od wczoraj (20.06.2018) utrzymuje się w światowych trendach. Jeśli te działania przyniosą oczekiwane rezultaty, 5 Seconds of Summer stanie się pierwszym zespołem w historii, którego wszystkie albumy będą numerem 1. we wspomnianym wcześniej notowaniu, a to chyba jest najlepsza możliwa promocja, jaką grupa może w tej chwili uzyskać.


Podsumowując, “Youngblood” – mimo drobnych mankamentów – trafia do mnie jak dawno żaden inny album i cieszę się, że 5 Seconds of Summer powrócili do muzycznego świata! Życzę im jak najlepiej i mam nadzieję, że mimo specyficznego brzmienia, ich muzyka wkrótce dotrze do większego grona odbiorców.

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus