Muzyczne dziecko Paris Hilton kończy 10 lat, czyli porozmawiajmy o “Paris”

Paris Hilton – to imię i nazwisko kiedyś wystarczyłoby za cały wstęp do tego, co chcę dziś napisać. Niestety czasy się zmieniły, a gwiazda bohaterki mojego dzisiejszego artykułu nie świeci już tak jasno, jak jeszcze kilka lat temu. W świecie amerykańskiego showbizu zdominowanego już całkowicie przez klan Kardashianek, które jak lwice walczą o odrobinę uwagi przy każdej możliwej okazji, na piedestale rozpoznawalności zwyczajnie zabrakło dla Paris miejsca. Samej zainteresowanej, której dziś coraz bliżej do zadbanej czterdziestki niż do dwudziestolatki z “The Simple Life”, też już wyraźnie nie zależy na uwadze mediów tak bardzo jak kiedyś…

Nie o tym jednak powinniśmy dziś rozmawiać, dlatego zwróćmy teraz naszą uwagę na jej sferę zawodową. Choć trudno w to uwierzyć, to od muzycznego debiutu Hilton minęło… dziesięć lat! Dokładnie dekadę temu, 22 sierpnia 2006 roku, 25-letnia wówczas dziedziczka fortuny Hiltonów wydała swój debiutancki album “Paris”, który co prawda spotkał się z umiarkowanym uznaniem krytyków, ale dla świata popu był momentem wartym zapamiętania. Lubiana czy nie, uzdolniona czy nie, to jednak nie sposób było przejść obok tego albumu zupełnie obojętnie. W końcu ile razy w historii muzyki celebrytka wydaje krążek na tyle dobry, że ludzie kwestionowali udział gwiazdy w jej własnym projekcie?

Zacznijmy jednak od początku. Pierwsze pogłoski o przygotowywaniu materiału na album ogłosiła sama zainteresowana już w 2003 roku, kiedy to współpracując z amerykańskim producentem Romeo Antonio nagrała sześć pierwszych utworów, w tym balladę “Loneliness”, o której świat ostatecznie nigdy nie usłyszał. Niedługo potem, bo już rok później, Paris założyła swoją własną wytwórnię płytową Heiress Records i zapowiedziała pierwszy singiel ze swojego nadchodzącego debiutu. Padło na utwór “Screwed”, który jak się później okazało pierwotnie należeć miał do siostry Hilary Duff, Haylie. Zaciekła walka między Hilton i Duff zakończyła się dopiero wtedy, gdy druga z pań została wyrzucona z wytwórni Hollywood Records, a plany na wydanie jej debiutanckiego albumu ostatecznie spełzły na niczym. “Screwed” trafił wtedy legalnie w ręce Paris, która planowała nawet teledysk do utworu w reżyserii Davida LaChapelle. Klip niestety nigdy nie powstał, jednak pierwotne demo “Screwed” wciąż krąży po sieci i poza warstwą liryczną nie przypomina raczej tego, co dostaliśmy finalnie na “Paris”.

Nowe informacje na temat debiutu Paris pojawiały się sporadycznie przez cały kolejny rok. Rzekomymi współpracownikami Hilton mieli być m.in. Lil Jon, który przygotował dla niej niewydany ostatecznie utwór “That’s Hot”, czy chociażby… The Black Eyed Peas. W lecie 2005 roku nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji, gdy dziedziczka rozpoczęła współpracę ze Scottem Storchem w studio nagraniowym w Miami. Był to moment przełomowy, gdyż większość nagranych wtedy utworów znalazła się ostatecznie na albumie, a wśród producentów znaleźli się również Fernando Garibay, Dr. Luke, J.R. Rotem oraz Greg Wells. Krążek po wielu zmianach tytułu, z chociażby pierwotnie planowanych “Screwed”, “Paris Is Burning” czy “1 Crazy Party”, został ostatecznie nazwany “Paris” i wydany w sierpniu 2006 roku nakładem Warner Bros Records.

Pierwszym singlem zostało ostatecznie “Stars Are Blind”, które niespodziewanie odniosło ogromny sukces komercyjny i zyskało sobie pozytywne opinie większości krytyków muzycznych. Utwór uplasował się ostatecznie w pierwszej dziesiątce najpopularniejszych kawałków w kilkunastu krajach, a w Stanach dotarł do 18. miejsca listy Billboard Hot 100. Kolejne single – “Turn It Up”, który zastąpiono w ostatniej chwili “Stars Are Blind” jako pierwszym singlem, oraz “Nothing In This World” – nie odniosły tak dużych sukcesów jak poprzednik, ale płynnie zamknęły erę Paris Hilton jako permanentnie będącej na językach, popularnej… wokalistki (niech jej będzie!).

Przejdźmy jednak do samego albumu, bo z punktu widzenia muzyki pop zdecydowanie jest tu o czym mówić. Na krążku “Paris” znalazło się ostatecznie jedenaście kompozycji, które utrzymane są w klimacie nowoczesnego popu, R&B oraz hip hopu. Poprzez “nowoczesny” mam oczywiście na myśli muzyczne trendy panujące w trakcie zeszłej dekady, jednak mogę śmiało stwierdzić, że nagrany przez Hilton materiał starzeje się powoli i z godnością. Warto też zwrócić uwagę na różnorodność materiału i jego produkcję, dzięki którym przeciętne umiejętności wokalnie Paris nie przeszkadzają nawet najbardziej wrażliwym krytykom.

“Paris” jako zamknięta całość daje nam tak naprawdę wszystko, czego moglibyśmy oczekiwać od szablonowego nagrania pop – od klubowych “Turn It Up” i “Turn You On”, poprzez popowe numery takie jak “Nothing In This World” czy “I Want You”, aż do utrzymanej w mid-tempo ballady “Heartbeat”. Gdyby tego było mało, Hilton zahacza również momentami o pop rock (“Screwed”) czy nawet hip hop (“Fighting Over Me”), czyniąc całość materiału orzeźwiającą, interesującą, a najbardziej chyba po prostu zaskakującą. Wydawnictwo zyskało oczywiście bardzo szybko wielu krytyków, jednak w ujęciu muzyki pop jako czystej zabawy, jest to zdecydowanie album spełniający swoją najważniejszą rolę – ma brzmieć i być przyjemny dla uszu.

Krążek “Paris” według estymacji z końca 2013 roku rozszedł się ostatecznie w liczbie około 600,000 egzemplarzy na całym świecie. Wiele osób pewnie zastanawia się – skoro album był tak dobry, skąd tak niska jak na zeszłą dekadę sprzedaż i raptem dwa klipy? Niestety promocja albumu była raczej krótka i oparta głównie na wywiadach, nie wspominając o trasie koncertowej czy jakichkolwiek występach na żywo. Ciekawą anegdotką jest natomiast akcja, którą w ciągu pierwszego tygodnia od premiery albumu zorganizował brytyjski artysta i satyryk Banksy. Pięćset kopii albumu dziedziczki w czterdziestu ośmiu sklepach zostało wtedy zastąpionych alternatywną wersją, wyprodukowaną przez niego we współpracy z muzykiem o pseudonimie Danger Mouse. Z okładki autorstwa Banksy’ego patrzyła na klientów Paris w wersji topless, promując fikcyjne utwory zatytułowane “Why Am I Famous?”, “What Have I Done?” oraz “What Am I For?” (odpowiednio: Czemu jestem sławna?, Co zrobiłam (żeby być znana)?, Po co istnieję?). Zmieniona została również cała zawartość książeczki, jak i samej płyty.

Minęło kilka lat. Co działo się dalej? Hilton próbowała oczywiście powrócić na scenę muzyczną, jednak z bardzo miernym skutkiem. Po latach nieobecności w świecie muzyki Paris dała o sobie znać dopiero w 2013 roku, kiedy to podpisała kontrakt z wytwórnią Lil Wayne’a, Young Money Entertainment. Wydane od tego czasu trzy single – “Good Time”, “Come Alive” oraz “High Off My Love” – zostały odebrane przez fanów i krytyków dość negatywnie i błyskawicznie przepadły bez szans na jakikolwiek sukces. Wszystko za sprawą zmiany wizerunku dziedziczki, która porzuciła muzykę pop na rzecz bardziej klubowych brzmień i szybko rozpoczęła karierę jako DJ-ka. Decyzja według mnie nietrafiona, bo przekreślająca jeden z jej ogromnych atutów – możliwość zaskoczenia potencjalnego odbiorcy czymś, z czego niekoniecznie może ją kojarzyć. Kiedy usłyszałem wiele lat temu, że Paris Hilton nagrywa album, od razu pomyślałem o prostej i niewymagającej muzyce dance, z której śmiać się będzie większość moich znajomych. “Paris” zaskoczyło byciem czymś zupełnie odwrotnym, czego już niestety nie można powiedzieć o wszystkim, co gwiazda nagrała po 2013 roku. Szkoda.

Na sam koniec pozostaje mi chyba jedynie powiedzieć, że “Paris” to jeden z tych albumów, do których lubię co jakiś czas wrócić. Guilty pleasure czy nie, krążek od lat broni się sam i Hilton udowodniła, że jak się za coś zabiera, to robi to porządnie. Ten artefakt współczesnej popkultury, jakkolwiek by to nie brzmiało, z całą pewnością nie zmienił biegu historii muzyki pop, ale też nigdy chyba do tego nie aspirował. Faktem jest jednak, że takich celebrytów jak Paris po prostu już nie ma. Kim, czekamy na Twoją płytę!

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus