Kogo powinniśmy wybrać w polskich preselekcjach do Eurowizji?

Już 5 marca o godzinie 21:25 zasiądziemy przed telewizorami, aby wybrać polskiego reprezentanta w konkursie Eurowizji.

O Eurowizji możemy mówić wiele złego – że to festiwal kiczu, że często poziom muzyki jest fatalny, że często występy są żenujące. Nie zmienia to faktu, że gdy przychodzi dzień finału zasiadamy przed telewizorami i z zaciśniętymi kciukami mamy nadzieję na zwycięstwo naszego reprezentanta. Muszę się przyznać, że należę do osób, które są cichymi fanami Eurowizji. Oglądam zawsze. Zawsze też trzymam kciuki za naszych reprezentantów, chociaż zazwyczaj trafnie przewiduje ich wyniki końcowe. Jednak bardzo rzadko zdarza się, że piosenka, którą usłyszę na Eurowizji ląduje na mojej playliście.

W tym roku Polska zdecydowała się powrócić do wyboru reprezentanta przez publiczność i jak się okazało było to posunięcie bardzo dobre. W ciągu kilku ostatnich dni poznawaliśmy osoby walczące o miano reprezentanta. Nagle po prezentacji finałowej dziewiątki, na zagranicznych forach zawrzała dyskusja. Okazało się, że Polska ma “najsilniejszy poziom preselekcji“, a część osób wskazywała, że “nie ma pojęcia jak Polacy zamierzają dokonać wyboru spośród finałowych piosenek“. Byłem w szoku – nigdy nie widziałem takich komentarzy. Przesłuchując po raz pierwszy wszystkie utwory nie mogłem nie zgodzić się z wspomnianymi opiniami.

Eurowizja to konkurs bardzo specyficzny. Konkurs, który ma pewne zasady i zależności. Eurowizja to konkurs, a na konkursy zgłasza się po to, aby wygrać. Tutaj nie możemy zastanawiać się kogo lubimy, a kogo nie. Musimy tutaj myśleć w kategoriach konkursowych – jakiego utworu potrzebujemy, aby wygrać. Dopóki nie przestaniemy myśleć o tym konkursie w innych kategoriach, nie wygramy.

Bardzo często pojawiają się głosy, że Eurowizja to konkurs z geopolityką w tle, którego nie jesteśmy w stanie wygrać – nie ma kto na nas głosować. Oczywiście, geopolityka ma swoje ogromne znaczenie. Jednakże, gdy popatrzy się na zwycięzców poprzednich edycji  okaże się, że głosowanie geopolityczne miało swoje znaczenie, ale najważniejsza była piosenka bądź występ. Występ musi sprawić, że każdy Europejczyk zacznie tupać nóżką, bądź zapamięta go z jakiś względów.

Poziom piosenek w polskim koncercie preeliminacyjnym jest naprawdę wysoki i dużo z nich nadaje się na Eurowizję – to bardzo dobry znak. W finałowej dziewiątce znajdziemy kilka perełek, które na Eurowizję są jednak za ambitne – Kasię Moś z “Addiction” czy Olę Gintrowską z “Missing” (uważam to za duży komplement). W zbiorze finałowych utworów są też utwory dramatycznie słabe – Taraka z “In The Rain” oraz Napoli z “My Universe”. Bardzo duży problem mam również z utworem Doroty Osińskiej. Piosenka zatytułowana “Universal” niewątpliwie ukazuje wielki talent wokalny Doroty, ale nagrana jest fatalnie. W nagraniu studyjnym słychać zawahania wokalne Doroty. Mam wrażenie, że utwór ten został nagrany albo w warunkach domowych albo po prostu w dużym pośpiechu. Kompozycja “LustraNatalii Szroeder jest przyjemna, ale przyznajmy to szczerze… nie powala na kolana. I nie powali też Europy. Ostatni utwór, który wygrał Eurowizję i był śpiewany w ojczystym języku to bardzo wyróżniająca się piosenka “Molitva” z 2007 roku. Gdy przejrzymy wygrane utwory z ostatnich lat – wszystkie śpiewane były w języku angielskim. Michał Szpak i “Colors Of Your Life” to typowa kompozycja eurowizyjna. Słuchając Szpaka mam wrażenie, że gdzieś to już słyszałem. Gdzie? Takich utworów jak ten na Eurowizji przewinęło się już całe setki. Europa słyszała takich piosenek wiele, dlaczego więc miałaby wybrać Michała Szpaka na zwycięzce?

W kategorii najlepszego utworu, który ma szanse na wygraną na Eurowizji mamy do rozpatrzenia więc tylko dwie piosenki – Edytę Górniak z “Grateful” oraz Margaret z “Cool Me Down”. Muszę przyznać, że na oba utwory czekałem z wielką ciekawością. Kto ma większe szanse na wygraną?

Po przesłuchaniu “Grateful” Edyty Górniak byłem w szoku. Czy naprawdę największa diva chce pojechać z taką piosenką na konkurs Eurowizji? Kompozycja “Grateful” jest ciekawa, ale albo przepadnie już w półfinale albo skończymy na końcowych miejscach w finale. Wiele osób wskazuje, że powinniśmy wysłać właśnie Edytę, bo ma szanse ze względu na sentyment… serio? Czy ktoś na prawdę myśli, że statystyczny Europejczyk pamięta występ z utworem, który miał miejsce 22 lata temu? Nie chcę w żaden sposób umniejszać roli Edyty w historii konkursu – ta rola była niewątpliwie olbrzymia, ale pamiętana jest głównie w naszym kraju. Z tego względu nie zdziwie się jeśli wybierzemy “Grateful” i Edytę. Chcę jednak przypomnieć, że już raz podjeliśmy decyzje bazując na sentymenie i skończyła się źle. W 2003 roku preeliminacje w Polsce odbiły się równie szerokim echem w Europie. Dlaczego? W konkursie preeliminacyjnym brał udział zespół Blue Cafe z rewelacyjnie nadającym się utworem na Eurowizję – “You May Be in Love”. Piosenka była typowana na potencjalnego zwycięzce. Kogo wybrali Polacy? Ich Troje z “Keine Grenzen“. Mimo, że grupa zajęła historyczne 7. miejsce, to wielu do dzisiaj uważa, że “You May Be In Love” było potencjalnym zwycięzcą Eurowizji. Sentymentalnie w 2006 roku, Polacy wybrali ponownie Ich Troje z “Follow My Heart”, które przepadło w konkursie.

To, co chce podkreślić powyższą lekcją historii eurowizyjnej, to aby nie głosować tylko i wyłącznie ze względu na sentyment. W konkursie Eurowizji sentyment się nie liczy! Liczy się piosenka! A piosenka “Cool Me Down” jest IDEALNA na konkurs Eurowizji. Przypomnę również, że Eurowizja to nie konkurs talentów ani tego kto wyciągnie wyższe rejestry. Przypominam to, bo widziałem falę hejtu wylewającą się na Margaret, która wykonała swój utwór w studiu wielkości mniejszej niż remiza, a w dodatku była tego dnia chora, co wyraźnie słychać w nagraniu. Niemniej jednak rozumiem obawy wszystkich – Margaret musi co najmniej poprawnie zaśpiewać “Cool Me Down” w konkursie eliminacyjnym. Tylko pod takim warunkiem możemy wysłać ją na konkurs Eurowizji.

Eurowizja to konkurs na to, przy której piosence zaczniemy tupać nóżką bądź krzykniemy “wow”. Nie bez znaczenia jest fakt, że po premierze “Cool Me Down” Polska typowana jest na pierwszym miejscu przez bukmacherów. Możecie powiedzieć – bukmacherzy swoje, a Europa swoje. Tak? Od 2012 bukmacherzy bardzo trafnie typują na zwycięzców konkursu.

Mój długi wywód chcę zakończyć apelem – głosujcie w sobotę na utwór, który ma szanse wygrać Waszym zdaniem. Chcę wreszcie Eurowizję w Warszawie, w Polsce! Chce krzyczeć i płakać podczas finału 14 maja 2016 z powodu wygranej Polski.

P.S. Pamiętajcie, że z jednego numeru telefonu możecie oddać tylko jeden głos!

Web Cams Sex
Sebastian

Sebastian

Współzałożyciel POPHEART.PL. Zakochany w najróżniejszej muzyce po uszy. Wielki fan Davida Bowiego, Grace Jones i Iggy'ego Popa. W przesłuchiwanych albumach szuka przede wszystkim jakości, świeżości i czegoś innego.

Udostępnij na Google Plus