Lady Gaga – ARTPOP (2013)

[one_half]normal_ARTPOP[/one_half]

[one_half_last][su_box title=”OCENA REDAKCJI” box_color=”#fcd778″ radius=”5″][starreview tpl=16 size=’46’] 3.9/5 [/su_box]

[starrater tpl=5]
[/one_half_last]

[starreviewmulti id=60 tpl=20]

Lady Gaga jest osobą, która wciąż pewnie stawia swoje kolejne kroki na światowym rynku muzycznym nie przejmując się niczym co może się stać lub już się stało. Artystka zrobiła ostrą selekcję swoich fanów przy wydaniu swojego ostatniego krążka „Born This Way”, który z pewnością nie był albumem dla wszystkich. Czasami mroczne i brzmiące dość surowo oraz bałaganiarsko dźwięki odstraszyć mogły tych, którzy przywykli do chwytliwych melodii i hitów tejże artystki. Wydeptaną ostro ścieżką Gaga podąża niosąc światu swoje najnowsze dzieło „ARTPOP”.

„Mój ARTPOP może oznaczać wszystko” ogłasza artystka i rzeczywiście tak jest, bo chociaż nazwa kojarzyć może się ze sztuką to na płycie ten temat jest jednak zepchnięty trochę na dalszy plan. Głównymi tematami płyty wydaje się tutaj seksualność artystki (G.U.Y, Sexxx Dreams, ) problemy z uzależnieniami (Dope) czy też kolejne zabawy ze światem mody (Donatella, Fashion!).

ARTPOP kryje wiele muzycznych niespodzianek i dobrych utworów, dlatego podczas słuchania albumu, aż dziw bierze jakie siły nieczyste zmusiły artystkę do tego aby to „Aura” otwierała ten krążek. Wydaje się, że Lady Gaga strzela sobie w kolano. Po dość charakterystycznym albumie „Born This Way”, ten utwór z pewnością nie zachęci przeciętnego słuchacza do dalszej wędrówki przez płytę, a odstraszyć mogło już podczas pierwszych przesłuchań online w Internecie. Fani artystki  polubią ten utwór (w ten sam niezrozumiały sposób jak „Americano”), dla innych jej maniera śpiewania, słynne okrzyki oraz temat, który porusza może być więcej niż niestrawny, zwłaszcza jeżeli mówimy tutaj o utworze otwierającym.

 Pozostańmy na dłuższą chwilę przy manierze śpiewania. Lady Gaga bawi się swoim głosem, wracając do tego co lubi najbardziej – teatralności. Wydaje się, że artystka chce aby właśnie tak brzmiał jej głos i bardzo często można spotkać to na ARTPOP. Przygotowały nas do tego zwrotki pierwszego singla „Applause”, w których teatralność gryzie się z nowoczesnością. Lady Gaga czasami wręcz dla niektórych drażniąco może zahaczać o brodwayowskie klimaty czy nawiązania do Davida Bowie, jak w utworze „Fashion!”, który cały wydaje się wielką mieszanką klimatu Davida z latami 80. niczym u Madonny. Nie ma to nic związanego z „Fashion” utworem Gagi, który wykorzystała podczas promocji filmu „Wyznania Zakupholiczki”, ale jest to dobry taneczny utwór i aż dziw bierze, że stworzył go will.i.am wraz z Davidem Guettą. Dobrze wpasowuje się w klimat płyty.

Lady Gaga zapowiadała po iTunes Festival, że najlepsze piosenki dopiero przed nami i jeszcze nie wykonała ich na żywo. Ale czy rzeczywiście tak było? Wydaje się wręcz odwrotnie. Pomijając nieszczęsną „Aurę” i kolejny dość ryzykowny krok Lady Gagi, jakim jest kolaboracja z T.I. i zapomnianymi nieco Too $hort i Twistą, to właśnie „Swine”, „MANiCURE” oraz „Sexxx Dreams” zyskały najwięcej po ponownym remasteringu, a może to już kwestia osłuchania. Piosenki te jednak brzmią bardzo świeżo i chwytliwie spychając nowe kompozycje na dalszy plan.

Przygotowując się do odsłuchu tej płyty i napisania recenzji spotkałem się z wieloma dość walczącymi ze sobą opiniami dotyczących produkcji płyty. Powracając tutaj myślami do „Born This Way”, który był innym dziełem artystki w porównaniu do wcześniejszych płyt, zdaje się, że panował tam lekki bałagan i surowość w dźwiękach, które nie każdemu przypadły do gustu. W przypadku ARTPOP śmiało można podciągnąć temat małego bałaganu, ale nie można tutaj mówić o żadnej surowości, momentami wydaje się wręcz, że artystka zbyt długo pracowała nad swoim nowym dzieckiem i album jest „przepracowany” – jakkolwiek to brzmi. Najlepszym przykładem jest tutaj „Mary Jane Holland” w której panuje bałagan dźwiękowy nie do ogarnięcia. Ten twór to szczyt przepracowania tej płyty, gdyż to ile dźwięków ile zmian tonacji i muzycznych wariacji artystka chciała umieścić w jednej piosence przeszedł najśmielsze oczekiwania. Z drugiej strony pojawiają się tez piosenki, które zaskakują precyzyjnym doborem dźwięków i rzeczywiście są perełkami same w sobie jak np. tytułowy „Artpop”, „Swine” czy „Sexxx Dreams”. Również pierwsza produkcja Lady Gagi, czyli „Venus” pomimo sampli kryje w sobie niezwykły potencjał i zasługuje na brawa.

Oprócz niezrozumiałych kolaboracji w utworze „Jewels N’ Drugs” artystka sprowadziła przed mikrofon zapomnianego nieco R. Kelly’ego w utworze, który brzmi jak mieszanka lat 90. z urban popem, który królował w minionej dekadzie. Żeby tego było mało Lady Gaga zafascynowana tym duetem wybrała go na singiel promujący album. Z pewnością utwór wyróżnia się na albumie i w porównaniu z dość ryzykowanymi i mocno elektronicznymi, świetnie może sprawdzić się jako utworów radiowy.

Zmierzając ku podsumowaniom, Lady Gaga kolejny raz mocno ryzykuje. Mimo iż album wydaje się być bardziej przystępny zwykłemu słuchaczowi niż „Born This Way”, to znajdzie się tutaj wiele rzeczy, które mogą drażnić nie-fana. ARTPOP może i momentami przepracowany jest z pewnością świetną płytą elektroniczną i doskonale wpiszę się w dyskografię Lady Gagi. Hitów nie będzie, ale nie można zarzucić artystce, że w jakikolwiek sposób nie próbuje się rozwijać. Za to wielki plus i czekamy na trasę, podczas której wydaje się, że utwory z ARTPOP będą brzmieć jeszcze lepiej, niż wersje studyjne.

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus