RECENZJA: Dragonette – Bodyparts

Od wydania ostatniego albumu Dragonette minęły już 3 lata. W tym czasie charyzmatyczna wokalistka zespołu Martina Sorbara współpracowała z Martinem Solveigem i pomagała przy tworzeniu debiutanckiego albumu członkini zespołu Girls Aloud – Nicoli Roberts. 2 kwietnia 2012 roku ukazał się pierwszy singiel „Let It Go”i fani podzielili się na tych, którzy z miejsca pokochali kawałek oraz na tych, którym brakowało wcześniejszego nieco surowszego klimatu zespołu. Piosenka jednak została najlepiej notowanym na listach singlem w karierze zespołu i tak oto rozpoczęło się oczekiwanie na trzeci krążek zespołu.

Płyta zdecydowanie wydaje się być bardziej elektropopowa, niż tylko elektroniczna. Znajdziemy tutaj znacznie więcej weselszych kawałków do zabawy, niż na poprzednich albumach zespołu. Może jest przez to bardziej komercyjna? Można się nad tym zastanawiać, jednak nie zmienia to faktu, że „Bodyparts” słucha się całkiem przyjemnie. Martina zdradziła, że podczas pracy nad krążkiem często słuchała muzyki smooth z lat 70 i starała się przenieść jej klimat, do obecnie popularnego elektropopu, ale jednak nie tego, który słyszymy, na co dzień w radiu, ponieważ wciąż mamy tutaj okazję poczuć niezatracony klimat i brzmienie zespołu Dragonette, które w połączeniu z charakterystycznym wokalem Martiny, nie da się zapomnieć.

Nowa płyta nie jest oczywiście wydawnictwem pozbawionym wad. Na krążku znajdziemy kilka zapychaczy, które obok niesamowitych utworów pełnych życia, świetnych tekstów i rozbrzmiewających syntezatorów wydają się być wrzucone na siłę. Czasami także odczuć łatwo jest chęć trafienia do szerszej publiczności. Czujni znajdą kilka podobieństw chociażby do Robyn zarówno w brzmieniu jak i wokalach Martiny.

Słuchając albumu ma się też nieodparte wrażenie, że niektórym utworom brakuje spójności – dobre zwrotki, słaby i niewpadający w ucho refren, czasami jest odwrotnie. Niestety ciężko ocenić skąd wynika taka rozbieżność. Czy to wina producentów czy też zespołu, który nie do końca może chciał się zdecydować czy woli rzeczywiście iść bardziej w stronę przystępniejszą dla większej publiczności, czy też zadowolić starych i wiernych słuchaczy. Jedno jest pewne, każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Zarówno ci, którzy od kilku lat szaleją za zespołem jak i ci, którzy dopiero zaczynają przygodę z Martiną i spółką. Może ten krążek zachęci ich do zapoznania się z wcześniejszą twórczością zespołu.

Podsumowując, ten niespójny i chaotyczny momentami album, tworzony z pewnością dla większej niż dotąd liczby słuchaczy, przechodzi przez nasze uszy całkiem dobrze. Dwa pierwsze single promujące album zdecydowanie wgniatają w fotel, a reszta czasami zachwyca bardziej a czasami zawodzi. Zespół z pewnością musi zastanowić się, w którą stronę chce iść i co tworzyć, bo druga taka mieszanka żadnej ze stron nie wyjdzie na dobre.

OCENA: 7/10

Web Cams Sex
Artur

Artur

Jestem do szaleństwa zakochany w muzyce, a pasją lubię dzielić się z innymi. Zafascynowany teledyskami, koncertami i twórczością Davida Bowiego.

Udostępnij na Google Plus