RECENZJA: Justin Bieber – Believe

Justin Bieber – z jednaj strony najbardziej znienawidzona przez społeczność internetową postać ostatnich lat, z drugiej strony wielbiony przez miliony fanek na całym świecie, namaszczany przez niektórych na nowego następcę króla popu Michaela Jacksona, czasem nawet 2paca. Obiektywnie jednak patrząc jest po prostu utalentowanym chłopakiem, którego słodka buźka, grzywka i chłopięcy głos podbił serca na początku użytkowników serwisu YouTube, potem wydawców, a na końcu słuchaczy. Właśnie w ręce tych ostatnich trafił drugi album artysty. Jak Justin poradził sobie z „syndromem drugiej płyty”, który często dopada szybko rozbłyskujące i gasnące gwiazdki pop?

Po przesłuchaniu tego wydawnictwa stwierdzam, że nie całkiem udało mu się przejść z okresu dojrzewania w okres wczesnej dorosłości. Dopadła go wreszcie mutacja, jednak jeszcze nie we wszystkich piosenkach słychać, że ma on wystarczająco dużo testosteronu by wyjść z wizerunku słodkiego chłopaczka z grzywką.

Płyta jest przepełniona potencjalnymi przebojami.  Nie wybijają się one  ponad jakąkolwiek przyjętą, w tym gatunku, przeciętność. Ot parę piosenek do tańca, modny w ostatnich czasach pseudo-dubstep, elementy muzyki r’n’b, trochę hip-hopu. Nie przeszkadza w niczym, ale nie przyciąga. A szkoda, nazwiska wskazują na coś lepszego – Max Martin, Diplo, The Messengers jako producenci, Ludacris czy Nicki Minaj jako goście powinni wystarczyć do stworzenia nowej jakości.

Justin musi popracować nad formą wokalną. Płyta jest pod tym względem nierówna, czasem są momenty gdy osiąga już naprawdę pełną wersję swojego głosu w wersji męskiej. Większość piosenek dalej jest śpiewana gdzieś pomiędzy, łącznie z załamywaniami typowymi dla mutacji (swoją drogą to bardzo późno mu się na takową zebrało, co przypomina sytuację z wokalistą Tokio Hotel), które bardzo psują ogólne wrażenie.

Uwierzcie albo nie, ale płyta jest bardzo przeciętna. Album „My world 2.0” był płytą zdecydowanie ciekawszą. Teraz dostajemy dość nijakie dzieło, od artysty, który ma podobno być nową ikoną. Ale nie dość, że nie wzbudza żadnych kontrowersji, to jeszcze nagrywa rzeczy, które są po prostu zwyczajne. Takiej gwieździe przecież nie godzi! Na ten moment skreślam Justina Biebera z listy osób, które mogą zmienić muzykę pop. Stracił tą szansę przez brak muzycznych jaj.

OCENA: 4/10

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus