RECENZJA: Marina and the Diamonds – Electra Heart

Kiedy 2 lata temu Marina Diamandis wydała swój pierwszy solowy album, szybko znalazła swoje grono odbiorców dzięki charakterystycznej barwie głosu, zabawnym tekstom i całkiem świeżemu brzmieniu. Jej piosenki szybko wdarły się do stacji radiowych, o ile nie zostały hitami list przebojów to z pewnością podbiły galerie handlowe, a w szczególności utwór „Hollywood”, który znalazł się na szczycie najczęściej granych utworów w centrach handlowych. Po częściowej migracji z Wielkiej Brytanii do U.S.A i supportowaniu Katy Perry, Marina podjęła decyzję o wydaniu swojego drugiego albumu „Electra Heart”. Zamknęła się w studiu z takimi producentami jak Diplo, Dr.Luke, Stargate Greg Kurstin a efekt tego, co stworzyli, właśnie recenzujemy.

Największą obawą przed osłuchaniem jest świadomość ilu to zdolnych europejskich muzyków uległo czarowi Hollywood i zatraciło się w wierze, że będą gwiazdami społeczności amerykańskiej. Marina, która o tym samym śpiewała już na swojej pierwszej płycie widać bardzo ostrożnie podeszła do tej sprawy, nie chcąc gdzieś w oceanie zagubić to, czym udało jej się podbić serca słuchaczy ze swoim debiutanckim krążkiem. Co prawda, pierwszy zaprezentowany utwór całkowicie „nowej” Mariny „Radioactive” wywołał spore poruszenie wśród fanów i stanowczo ich podzielił. Piosenka osadzona bardziej w klimacie produkcji Calvina Harrisa wywołał myśl, iż Marina zupełnie pójdzie w to, co obecnie modne na muzycznym rynku. Ostatecznie piosenka została tylko dodatkiem na wersji deluxe, a słuchając płytę można zaobserwować jak Marina bawi się elementami obecnie modnych brzmień ze swoim własnym stylem.  Świetnym przykładem jest utwór „Lies”, który charakteryzuje się mocnym urbanowym brzmieniem połączonym z elementami jakże modnego, ale zarazem gasnącego już powoli dubstepu. Wszystko to w połączeniu z głębokim głosem Mariny sprawia, że utwór stanowczo wyróżnia się na tle całej płyty. Można go lubić lub nie, ale jest to jedna z bardziej zapadających w pamięć pozycji na krążku.

Płytę promuje singiel „Primadonna” wyprodukowany przez Dr.Luke’a, autora hitów takich piosenkarek jak Britney Spears czy Katy Perry. Wybór na singla idealny, zwłaszcza w momencie, w którym chcemy bliżej zapoznać rynek amerykański z twórczością Mariny. Z piosenek, które także wyróżniają się dużą chwytliwością i ogromnym potencjałem na bycie singlem mamy jeszcze „Power & Control” i „Living Dead”. Ten pierwszy to mocny elektroniczny utwór, który w połączeniu z głosem Mariny wypada zjawiskowo. Natomiast drugi utwór utrzymany jest bardziej w stylu pierwszej płyty artystki i został wyprodukowany, jako jeden z pierwszych. Pomimo iż wersja demo tej piosenki wyciekła ponad rok temu to ostateczna wersja bije na głowę to, co mogliśmy słyszeć wcześniej.

Prócz tego „Electra Heart” mimo dużej dawki mocnego popowo-elektrycznego brzmienia zawiera mocne ballady, w których mamy wrażenie, że Marina czuje się jak ryba w wodzie. Wystarczy posłuchać „Teen Idle” czy zapierającego dech w piersiach ostatniego utworu z wersji standardowej „Fear and Loathing”.

Marina and the Diamonds powróciła i to z podniesionym czołem. Wbrew temu, co twierdzono nie poddała się do końca rynkowi zza oceanu i zrobiła wszystko po swojemu. I za to duży plus. Mamy tutaj bardzo dobrą popową płytę, jeżeli nie jedną z lepszych z tych, które zostały wydane w tym roku.

OCENA: 8/10

Web Cams Sex
Artur

Artur

Jestem do szaleństwa zakochany w muzyce, a pasją lubię dzielić się z innymi. Zafascynowany teledyskami, koncertami i twórczością Davida Bowiego.

Udostępnij na Google Plus