Paloma Faith – The Architect [RECENZJA]

Paloma Faith powróciła na listy przebojów wraz z wydaniem swojego czwartego już krążka zatytułowanego „The Architect”. Album jest silnym manifestem piosenkarki, stanowiącym nie tylko o miłości i mężczyznach, lecz również nawiązującym do obecnej sytuacji polityczno-społecznej. Czy po sukcesach trzech poprzednich płyt, z których każdy pokrył się podwójną platyną w Wielkiej Brytanii, Palomie uda się ponownie przyciągnąć słuchaczy?

Pierwszymi dźwiękami jakie możemy usłyszeć po włączeniu play jest pouczający głos Samuela L Jacksona. Aktor wykłada nam mądrości życiowe, jednakże intro to kształtuje wydźwięk całego albumu. Po mówionym wstępie czeka na nas jeden z najlepszych kawałków – „The Architect”. Tytułowy utwór swoim układem i brzmieniem przywodzi na myśl nieco utwory Sii, co jakby nie patrzeć nie jest złą cechą. Kolejny utwór jest nieco cięższy w odbiorze dla słuchacza – „Guilty” (drugi singiel promujący album), poza tekstem nawiązującym pośrednio do Brexitu, przepełniony jest mocnymi, nieco mrocznymi brzmieniami. Całość kompozycji dobrze nawiązuje do tytułowego poczucia winy towarzyszącego piosenkarce.

Po lekko przytłaczającym początku albumu możemy nieco odetchnąć i wczuć się w rytm utworu „Crybaby”. Pierwszy singiel z „The Architect”, traktujący o męskiej delikatności i kruchości, jest zdecydowanie jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym utworem na tym albumie. Perełką tego wydawnictwa jest również piosenka „I’ll Be Gentle” w duecie z Johnem Legendem. Zupełnie niepotrzebnie, Paloma postanowiła umieścić na albumie kolejny mówiony manifest polityczny („Politics of Hope” w wykonaniu Owena Jonesa), który nieco psuje nastrój, w który wprowadzały nas dwa poprzednie utwory. Na szczęście artystka rekompensuje to nam w kolejnej piosence – „Kings and Queens”, której brakuje co prawda dopracowania, lecz mimo to jest kompozycją bardzo przyjemną w odbiorze.

Wartym uwagi jest utwór „Warrior”. Jest to jedyna kompozycja na albumie, do której tekstu nie tworzyła sama Paloma. Utwór napisany przez Sia, można interpretować jako kolejny odnośnik do bieżących wydarzeń politycznych, a mianowicie do kryzysu uchodźców będącym problemem współczesnego świata. Energiczne „Til I’m Done” jest moim zdaniem zdecydowanym kandydatem na trzeci singiel, z kolei następujący po nim „Lost And Lonely” jest chyba najsłabszą kompozycją na całym albumie.

Ciekawym lirycznie utworem jest zdecydowanie „WW3”, w którym to Paloma pokusiła się o porównanie napiętych relacji męsko-damskich z chaosem jaki miałby towarzyszyć Trzeciej Wojnie Światowej. Standardową wersję „The Architect” zamyka bardzo przeciętna i nieco nijaka ballada „Love Me As I Am”, która pozostawia słuchaczowi nieco mdłe wrażenie, jeśli chodzi o cały album. Z czterech dodatkowych utworów, jakie możemy znaleźć na wersji deluxe „The Architect”, na uwagę zasługuje jedynie „My Body”. Hipnotyzujące dźwięki tego utworu oraz współgrający z nimi wokal Palomy sprawia, iż jest to jedna z najciekawszych kompozycji całego krążka.

Podsumuwując, „The Architect” jest nieco niespójnym krążkiem, który ogólnie odbiera się dobrze, z kilkoma wyjątkami. Można byłoby odnieść wrażenie, iż tworząc utwory na ten album, Paloma chciała zaprezentować światu swoje poważne obserwacje dotyczące sytuacji politycznej i społecznej, jednak w pewnym momencie zdecydowała się nie pociągnąć do końca tego tematu. Cały album nie jest lekkim, popowym albumem o miłości i mężczyznach, nie jest też również sztuką skłaniającą do refleksji i głębszych przemyśleń, a odnoszę wrażenie, iż taki był właśnie zamysł artystki. Zdecydowanie będę powracał do słuchania moich ulubionych utworów z „The Architect”: „Crybaby”, „Kings and Queens” oraz „Til I’m Done”, jednak reszta albumu niestety odejdzie raczej w zapomnienie.

(3/5)

Udostępnij na Google Plus