The Vamps – Night & Day (Night Edition) [RECENZJA]

Na nowy album chłopaków z grupy The Vamps przyszło nam ostatecznie czekać niewiele ponad półtora roku. Zapowiadana od pewnego czasu pierwsza część płyty „Night & Day” zawierać miała z założenia wpadające w ucho, taneczne utwory, które byłyby idealną propozycją dla fanów zespołu na tegoroczne wakacje. Czy swoim nowym wydawnictwem The Vamps dadzą radę zainteresować także fanów muzyki pop spoza grona ich dotychczasowych miłośników?

Kojarzycie The Vamps? Jeszcze jakiś czas temu ich singiel „I Found a Girl” grały w naszym kraju wszystkie największe rozgłośnie radiowe, a wydany w 2015 roku album zatytułowany „Wake Up” został dość ciepło przyjęty przez krytyków muzycznych i fanów. Kwestią czasu było więc rozpoczęcie przez chłopaków prac nad jego następcą, którego wydanie poprzedziły łącznie trzy single – „All Night”, „Middle of the Night” i „Hands”. Piosenki, choć utrzymane w przyjaznej stacjom radiowym stylistyce, nie odniosły ostatecznie tak dużego sukcesu jak oczekiwano. Szczęśliwie dla The Vamps do sprzedaży niedawno trafiło ich kolejne wydawnictwo, którym mają szansę kolejny raz przypomnieć o sobie kochającej ich publiczności.

Warto w tym miejscu wspomnieć, że „Night & Day” w wersji „night” jest z założenia jedynie pierwszą częścią nowego albumu The Vamps – druga trafić ma do sprzedaży podobno już w grudniu. Zabieg ciekawy i wciąż zyskujący na popularności, lecz de facto całkowicie zbędny – na wersji nocnej wydawnictwa znajdziemy bowiem ostatecznie zaledwie dziesięć nowych utworów. To jednak nie wszystko – pozostałe kompozycje zostały rozrzucone po przeróżnych edycjach z indywidualnymi okładkami i niekoniecznie potrzebnymi bonusami, co z założenia miało być zapewne ukłonem w stronę fanów grupy, jednak bliższe jest zwyczajnemu wyciąganiu ręki po pieniądze fanów kolejny raz za to samo. Mam zatem nadzieję, że przynajmniej cel ilościowy został osiągnięty, bo z jakościowym wciąż nie jest najlepiej…

Przejdźmy jednak do analizy zawartości płyty, bo faktycznie jest tym razem o czym mówić. Z dziesięciu kompozycji zebranych na „Night & Day (Night Edition)” najlepszymi momentami są bez wątpienia singlowe „Middle of the Night” oraz „All Night”, które na tle reszty wydawnictwa brzmią zaskakująco radiowo i świeżo. Mocnymi stronami płyty mogę ostatecznie nazwać też „Shades On” czy „Same To You”, które co prawda kompletnie nie zaskakują, ale trzymają przyzwoity poziom i pozostają wierne charakterystycznej dla albumu „Wake Up” stylistyce. Swoje rozważania mógłbym praktycznie zakończyć w tym miejscu, bowiem poza nielicznymi przypadkami na „Night & Day (Night Edition)” nie czeka Was już niestety nic ciekawego. Przewidywalne aranżacje, brak spójnej kompozycji ani wyraźnego motywu przewodniego wydawnictwa to tylko niektóre z zarzutów, których chłopakom niestety tym razem nie udało się uniknąć. Nie pomógł też udział w projekcie popularnej wśród młodzieży wokalistki Tini, której współpraca z zespołem zwyczajnie przepadła w natłoku identycznych, generycznych utworów.

Czy możemy zatem uznać, że „Night & Day” faktycznie nie znajdzie żadnych odbiorców poza gronem największych miłośników grupy? Jest to niestety scenariusz dość prawdopodobny, jednak pewne pozostaje jedno – dotychczasowi fani raczej narzekać nie będą, a zdobycie nowych z takim materiałem może być dla The Vamps nie lada wyzwaniem. Największym problemem „Night & Day” jest brak progresu czy chociażby zalążka jakiejś artystycznej charakterystyczności, których nieobecność jest z płyty na płytę coraz mocniej widoczna. Dyktuję to koniecznością wyróżnienia chłopaków w jakikolwiek sposób na tle podobnych im grup funkcjonujących na rynku, które gotowe są w bitwie o uwagę fanów zrobić naprawdę wiele. „Night & Day” uznaję w tym przypadku przede wszystkim za zmarnowany potencjał – widziałem już chłopaków na żywo i uważam, że można było zrobić w temacie zdecydowanie dużo więcej. Szkoda.

Chciałbym się mylić pisząc, że The Vamps przestali się rozwijać i zaczęli już praktycznie zjadać swój własny ogon, jednak tylko taki wniosek można wysnuć słuchając pozostałych piosenek z wydawnictwa. Wielka szkoda, bo zamkniętych w szufladce chłopaków zapewne stać na dużo więcej. Ba, z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że stworzenie projektu ciekawszego niż „Night & Day” nie powinno być dla nich żadnym problemem. Każdy artysta zasługuje w swojej karierze na drugą szansę – oby druga część płyty była właśnie tym kołem ratunkowym, którego chłopaki teraz wyraźnie potrzebują.

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus