Fifth Harmony – Fifth Harmony [RECENZJA]

Ostatnie miesiące były dla dziewczyn z Fifth Harmony prawdopodobnie najtrudniejsze w całej ich karierze. Po uszczupleniu składu o Camilę Cabello, z którą członkinie wyraźnie nie pozostały w dobrych stosunkach, grupa od kilku tygodni robi wszystko, aby kolejny raz powrócić na szczyty list przebojów. Pomóc ma im w tym ich nowa, eponimiczna płyta, która trafiła do sprzedaży kilka dni temu. Czy na wydawnictwo „Fifth Harmony” faktycznie warto zwrócić uwagę?

Tęskniliście za Fifth Harmony? Choć pytanie wydaje się dla fanów dość oczywiste, to nie jest ono całkowicie bezpodstawne – na kolejny album dziewczyn musieliśmy bowiem czekać zaledwie piętnaście miesięcy, które członkinie zespołu spędziły zresztą głównie na promowaniu poprzedniej płyty i koncertowaniu. Kilkanaście tygodni przed premierą ich trzeciego wydawnictwa do sieci trafił promujący je główny singiel zatytułowany „Down”, który nie zyskał jednak tak dużego rozgłosu jak się pierwotnie spodziewano. Niedługo potem usłyszeć mogliśmy też wyprodukowany przez Skrillexa i Poo Beara utwór „Angel”, jednak szybko podzielił on los poprzednika i przepadł na listach przebojów. Trudno się jednak dziwić – zapowiadany powrót brzmi bowiem bardziej jak kontynuacja poprzedniego albumu niż świeży start, o którym informowani byliśmy już wiele razy.

Na płytę zatytułowaną „Fifth Harmony”, podobnie jak w przypadku jej poprzednika, złożyło się ostatecznie tylko dziesięć nowych kompozycji. Miejmy w związku z tym na uwadze, że jest to raczej kolejny w ich dorobku album-miniaturka, który trwa ostatecznie niewiele ponad pół godziny i skończy się szybciej, niż zacznie. Wydawnictwo jest prawdopodobnie najspójniejszym jak dotąd projektem dziewczyn, co jest warte pochwały, jednak podkreśla to także obecność na nim kompozycji, które w najlepszym razie mogłyby być średnio interesującymi odrzutami z płyty „7/27”. Ciężko nazwać nowym rozdziałem w karierze dziewczyn coś, co z progresem artystycznym ma niewiele wspólnego – poza cząstkowym wkładem w niektóre kompozycje nie daje on bowiem słuchaczowi żadnego znaku, że cokolwiek się w temacie zmieniło.

Wydawnictwo otwiera promujący je pierwszy singiel „Down”, w którym usłyszymy także jedynego gościa uczestniczącego w tym projekcie – rapera Gucciego Mane’a. Głosy fanów i krytyków na temat potencjału tej kompozycji od początku były podzielone, jednak mogę śmiało stwierdzić, że jest on realną reprezentacją tego, co na „Fifth Harmony” faktycznie usłyszymy: potencjalne single, zapychacze i niekoniecznie interesujące słuchacza tło. Po pierwszym przesłuchaniu płyty można śmiało stwierdzić, że większość nowych utworów dziewczyn brzmi bardzo podobnie – w pamięć zapadają jedynie wydane właśnie jako singiel „He Like That”, przedpremierowe „Angel” oraz nie najgorsze na tle reszty „Bridges” i „Don’t Say You Love Me”. Obecność takich potworków jak „Make You Mad”, „Lonely Night” czy „Messy” tłumaczę jedynie koniecznością wypełnienia miejsca, którego, tak jak już wspomniałem, z założenia i tak kolejny raz było zdecydowanie zbyt wiele.

Czy wydawnictwo „Fifth Harmony” będzie kolejnym upragnionym przez wytwórnię dziewczyn hitem? Ciężko jeszcze w tym momencie orzec jak na nowy projekt dziewczyn zareaguje publika, jednak sam album zdaje się być prawdopodobnie ich ostatnim wspólnym podrygiem. Jeszcze nie tak dawno członkinie grupy krytykowane były za zbyt seksowny wizerunek, który wciąż odciąga uwagę od ich faktycznego talentu – po premierze „Fifth Harmony” głosy te z całą pewnością nie ucichną, a same dziewczyny niestety nadal pozostają marionetkami w rękach maksymalizujących zyski producentów. Wierzę, że każda z członkiń ma coś do powiedzenia światu, jednak ich głos będzie słyszalny dopiero po rozpoczęciu przez nie karier solowych i ten czas zbliża się nieubłaganie. Trzeci album grupy wyraźnie pokazuje, że dalsze monetyzowanie ich popularności może być z czasem coraz trudniejsze, a pomysły powoli się kończą.

Podsumowując uważam, że płyta „Fifth Harmony” z całą pewnością nie jest najlepszym wydawnictwem grupy ani szczytem ich możliwości, jednak prawdopodobnie przedłuży ona żywotność zespołu o kolejny sezon. Największym problemem Fifth Harmony i stojącego za nimi sztabu wydaje się być w tym momencie brak pomysłu i powierzchowność, która kolejny raz narazi je na krytykę. Fani grupy bez wątpienia znajdą na tym albumie coś dla siebie, jednak sztuką będzie przekonać dziewczynom tych niezdecydowanych, którzy po wysłuchaniu „Fifth Harmony” raczej zdania nie zmienią.

(2.5/5)

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus