Lana Del Rey – Lust For Life [RECENZJA]

Rozwój artystyczny to nieodzowny element pracy każdej osoby związanej z muzycznym biznesem. Po prawie dwóch latach starannego dopracowywania swojego najnowszego projektu amerykańska wokalistka Lana Del Rey powraca ze zdwojoną siłą już jako dojrzała, świadoma siebie i świata kobieta. Niegdyś „urodzona, by umrzeć”, dziś pełna „chęci do życia” – jak teraz wygląda artystyczne spojrzenie na świat w wykonaniu Lany Del Rey?

Muszę przyznać, że na „Lust For Life” czekałem z ogromnym entuzjazmem i niecierpliwością. Zaprezentowane jeszcze przed premierą kompozycje „Love” oraz tytułowe „Lust For Life” z udziałem jej przyjaciela The Weeknda to jedne z najlepszych jak dotąd singli Lany, która i tym razem udowodniła, że może stworzyć potencjalne hity bez konieczności wcielania się w sztuczną, wykreowaną na potrzeby sukcesu komercyjnego rolę. Nie byłem natomiast zachwycony kierunkiem, który artystka obrała przy piosence „Summer Bummer” – w pełni rozumiem potrzebę eksperymentowania, jednak efekt finalny okazał się daleki od moich oczekiwań, a sama piosenka, na dodatek przy przyzwoitym „Groupie Love”, wypadała zwyczajnie blado. Pomimo moich chwilowych obaw gwarantuję jednak, że nie powinniście się martwić na zapas – „Lust For Life” ma bowiem do zaoferowania wiele więcej niż tylko chwytliwe utwory wydane przed jego premierą, a Lana jest w dużo lepszej formie niż moglibyście się tego spodziewać!

Co zatem znajdziemy na „Lust For Life”? Na płycie umieszczonych zostało ostatecznie szesnaście premierowych kompozycji, które są efektem niemal dwóch lat współpracy Lany z Rickiem Nowelsem – producentem mającym już na koncie współpracę z takimi gwiazdami jak Madonna, Adele czy Marina and the Diamonds. Niegdyś „urodzona, by umrzeć”, dziś pełna „chęci do życia” – w sposobie myślenia artystki o świecie z pewnością doszło do pewnej rewolucji, którą wyraźnie oddaje klimat, zainteresowania liryczne oraz warstwa muzyczna wydawnictwa. Melodiom zawartym na „Lust For Life” zdecydowanie najbliżej do odpowiednio wyważonej mieszanki „Born to Die” z wydanym dwa lata temu, minimalistycznym „Honeymoon”, jednak całość pod względem produkcji brzmi zaskakująco świeżo, solidnie, a przede wszystkim interesująco. Nie inaczej jest z zaproszonymi do współpracy gośćmi, którzy zdecydowanie stanęli na wysokości zadania – w końcu czego innego można wymagać od Stevie Nicks czy Seana Ono Lennona jak nie pełnego profesjonalizmu?

Analizując „Lust For Life” jako zamknięty rozdział trzeba przyznać, że trudno byłoby z tego wydawnictwa wycisnąć jeszcze więcej. Można co prawda odnieść wrażenie, że albumowi brakuje charakterystycznej dla jego poprzedników spójności – dyktuję to jednak wieloma zmianami i świeżymi pomysłami, które artystka implementowała stopniowo w swój projekt. Jestem absolutnie oczarowany piosenkami „God Bless America – and All the Beautiful Women in It”, „When the World Was at War We Kept Dancing” oraz „Beautiful People Beautiful Problems”, które uważam za jedne z najbardziej dojrzałych, ale też najlepszych produkcyjnie i tekstowo utworów Lany. Szczególnie ciekawym aspektem w analizie całości jest warstwa liryczna wydawnictwa, która wskazuje na to, że Del Rey wciąż jest jeszcze w trakcie swojej artystycznej przemiany – mamy tu zarówno idealistyczną wizję miłości („Love”), rozważania o przyszłości Ameryki („God Bless America – and All the Beautiful Women in It”, „When the World Was at War We Kept Dancing”), troskę o fanów („Coachella – Woodstock in My Mind”), ale także pasujące dużo bardziej do jej starszej twórczości „13 Beaches” czy „Heroin”.

Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że Lana od początku dała się poznać jako osoba kreatywna, twórcza, ale także wymykająca się wszelkim próbom jej szufladkowania – utwory takie jak „Change” czy „Get Free” mówią w tym przypadku same za siebie. Wokalistka nigdy nie próbowała dopasowywać się do panujących w popowym świecie standardów – bardzo szybko stworzyła bowiem swój własny, w którym nie musi się ograniczać ani obawiać popularnych, lecz także szkodliwych porównań jej efektów pracy do innych. Może właśnie dzięki temu „Lust For Life”, w swojej własnej kategorii, może spokojnie aspirować do jednego z najmocniejszych powrotów 2017 roku. To wydawnictwo jest oczywiście dopiero początkiem nowej drogi w jej karierze, jednak daje jej ona na przyszłość ogromną rozpiętość artystycznych możliwości – w końcu ważną częścią życia każdego człowieka jest wewnętrzna, osobista rewolucja, a te aspekty widać na „Lust For Life” wyraźniej niż kiedykolwiek.

Lana Del Rey bez wątpienia dorosła, stała się świadoma siebie i swojej artystycznej roli – a pokolenie, które towarzyszyło jej w dotychczasowych muzycznych poczynaniach stopniowo dorastało razem z nią. „Lust For Life” to dla niej dopiero początek zupełnie nowej drogi, która jednak daje jej na przyszłość ogromną rozpiętość artystycznych możliwości. Trzymając przed sobą fizyczną kopię krążka nie mam wątpliwości, że mamy tu do czynienia z jednym z najlepszych dotychczas wydawnictw 2017 roku. Dajcie jej wewnętrznej przemianie szansę i wysłuchajcie „Lust For Life” przynajmniej raz – gwarantuję, że Lana już wkrótce zaskoczy nas po raz kolejny i nie będziecie zawiedzeni.

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus