Imagine Dragons – Evolve [RECENZJA]

Przyznam, że na nowe wydawnictwo Imagine Dragons czekałem w tym roku z niecierpliwością i sporą dozą optymizmu. Jeszcze niedawno frontman zespołu, Dan Reynolds, opisywał ich najnowsze dzieło jako „ewolucję”, która poprzez spójność liryczną i muzyczną miała być zupełnie nowym rozdziałem w ich wieloletniej karierze. Czy „Evolve” rzeczywiście spełniło swoją rolę, a tytuł wydawnictwa adekwatnie opisuje jego zawartość?

Nie ulega wątpliwości, że Imagine Dragons od samego początku dali się poznać jako grupa ludzi z pasją. Z każdym kolejnym albumem panowie udowadniali sobie i fanom, że zwyczajnie mają nosa do hitów – promujące krążek numery „Believer” i „Thunder” jedynie to potwierdzają, dając mi jako słuchaczowi nadzieję na zupełnie inny materiał w porównaniu do płyt „Night Visions” i „Smoke + Mirrors”. Niewiele gorzej prezentowały się wydane przed premierą piosenki „Whatever It Takes” i „Walking the Wire”, które uważam za przyzwoite popowe piosenki – kluczem jest tu bowiem muzyka pop, do której Reynolds z kolegami zbliżyli się w tej erze bliżej niż kiedykolwiek. Odpowiedź na słuszność tego ruchu nie jest jednak tak jednoznaczna jak mogłaby się wydawać.

Na podstawowej edycji wydawnictwa znajdziemy jedenaście premierowych kompozycji, które płynnie oscylują pomiędzy nowoczesnym pop rockiem i muzyką elektroniczną. Mimo tak wyraźnej zmiany stylu zespołowi udało się skutecznie stworzyć album, który, w porównaniu do wielu podobnych mu produkcji, daje się wysłuchać w całości więcej niż raz. Po przesłuchaniu całości materiału zgromadzonego na albumie pozostaje jednak niepokojące wrażenie niepełności, a motyw przewodni, choć średnio wymagający i zrealizowany już na tysiące sposobów przez innych, dawał Imagine Dragons dużo większe możliwości liryczne i produkcyjne w tym zakresie. Nie oznacza to natomiast, że nie znajdziemy na „Evolve” kilku sensownych i ciekawych propozycji, które zaskoczyć mogą zarówno dotychczasowych, jak i zupełnie nowych fanów zespołu.

Rozpoczynający krążek numer „I Don’t Know Why” od samego początku sygnalizuje nam zmianę gatunkową, o której na wiele tygodni przed premierą mówili członkowie zespołu. Jest to jednocześnie jeden ze wspomnianych wcześniej wartych uwagi momentów płyty „Evolve”, co razem z utworami takimi jak „Rise Up”, „Start Over” czy przypominającym nieco stare dokonania chłopaków „Yesterday” czyni to wydawnictwo godne uważnego wysłuchania przynajmniej raz. Wciąż nie jestem przekonany do piosenek „I’ll Make It Up to You” i „Dancing in the Dark”, które są prawdopodobnie najbardziej zbędnymi elementami tej mikstury – znajdą one zapewne swoich zwolenników, jednak traktowałbym je raczej jako ciekawostkę niż faktyczną reprezentację zebranego na „Evolve” materiału. Największym nawiązaniem do „ewolucji” są w tym wypadku teksty, które w połączeniu z aspektem muzycznym działają na korzyść spójności zawartości z tytułem.

Analizując album jako całość nie sposób nie odnieść wrażenia, że wraz ze zmianą stylu Imagine Dragons postawili też tym razem wszystko na jedną kartę. Oznacza to de facto wielu rozczarowanych fanów, których owa „ewolucja” nie przekonuje i nigdy nie przekona – mamy więc do czynienia z sytuacją analogiczną do nowego krążka zespołu Linkin Park, gdzie stary elektorat chłopaków pozostanie raczej w opozycji do „Evolve” i nie będzie uważał tego projektu za godnego swojej uwagi. Wydane dotąd single są moim zdaniem dość dokładnym odzwierciedleniem kierunku, który obrali tym razem Imagine Dragons – tak więc jeśli „Believer” i „Thunder” do Was nie przemawiają, to całość może być materiałem dość trudnym do przełknięcia. Są oczywiście wyjątki, takie jak piosenki „Yesterday” oraz dostępne tylko na edycji deluxe nagranie „Not Today”, jednak stanowią one tym razem absolutną mniejszość.

Panowie z Imagine Dragons mają niewątpliwie głowy pełne pomysłów, jednak tym razem tytułowa „ewolucja” jest określeniem trochę przesadzonym, a przede wszystkim przedwczesnym – „Evolve” to duży krok naprzód dla zespołu trzymającego się już od dwóch albumów tych samych przetartych szlaków, jednak do zapowiadanego przełomu droga jest wciąż daleka. Mimo wszystko potraktujmy ten krążek póki co jako etap przejściowy w ich wieloletniej karierze, jednak absolutnie nie traćmy wiary w ich możliwości i pozwólmy im złapać muzyczny balans, którego wyraźnie potrzebują. Trzymam kciuki i z ciekawością czekam co przyniesie przyszłość.

Udostępnij na Google Plus