Shakira – El Dorado [RECENZJA]

Na ten moment niewątpliwie czekało wielu miłośników muzyki pop i latynoskich rytmów. Jedna z najważniejszych artystek w swojej kategorii, Shakira, powróciła właśnie ze swoim jedenastym (!) studyjnym wydawnictwem, które ma szansę już wkrótce stać się dla nas ścieżką dźwiękową na nadchodzące wakacyjne miesiące. Jednocześnie cierpliwość wiernych fanów Kolumbijki została nareszcie wynagrodzona, a nowy album, po trzech długich latach, w końcu oficjalnie trafił w ich ręce. Czy „El Dorado” faktycznie będzie dla nich obiecaną podróżą do krainy pełnej muzycznego złota?

Od czasu wydanego w 2014 roku eponimicznego albumu Shakiry, który dzięki singlom „Empire” i „Dare (La La La)” przyniósł jej swego czasu spory sukces komercyjny, w jej życiu osobistym zaszło wiele ważnych zmian. Nic zatem dziwnego, że artystka – obecnie szczęśliwa żona i matka dwójki dzieci – wizyty w studiu nagraniowym odłożyła przez pewien okres na dalszy plan. Kolumbijka nie zapomniała jednak o swoich fanach, którzy przez ostatnie kilka miesięcy otrzymywali małymi porcjami kolejne muzyczne prezenty od swojej idolki – w tym oczywiście hitowy duet „Chantaje”, nagrany z jej rodakiem Malumą. Po wielu obietnicach i zapowiedziach otrzymaliśmy finalny produkt, który możemy potraktować jako pełen zapis tego, co Shakira stworzyła przez ostatnie miesiące.

Co znajdziemy ostatecznie na „El Dorado”? Płyta składa się łącznie z trzynastu kompozycji, z których większość oscyluje w dość bezpiecznym dla wokalistki klimacie reggaetonu oraz latynoskiego popu. Na wydawnictwie nie zabrakło także znanych i utalentowanych artystów, którzy jednak wyraźnie tej gościnności nadużyli – towarzyszą oni bowiem Shakirze w aż siedmiu utworach, z czego w trzech z nich („La Bicicleta”, „Comme moi”, „Déjà vu”) za gościa teoretycznie uznaje się właściwie samą wokalistkę. Zebrany na „El Dorado” materiał jest oczywiście w miarę możliwości różnorodny, jednak, jak nietrudno się domyślić, przez to również chaotyczny i momentami dość nieuporządkowany. „Nada” jako piosenka numer dwa na płycie? Nie, dziękuję.

Mimo nieprzemyślanej konstrukcji, która przeszkadza momentami w odbiorze „El Dorado” jako płyty o zamkniętej kompozycji, to jednak poszczególne części wydawnictwa wypadają zdecydowanie lepiej jako niezależne od siebie jednostki. Taneczne „Me Enamoré” czy nowoczesne „Trap” i gorące „Chantaje” nagrane z Malumą to właśnie to, czego osobiście oczekiwałem od albumu wydanego przez gwiazdę pop tego formatu tuż przed wakacjami. Pozytywnie zaskoczyły mnie również „When A Woman” i „Coconut Tree”, które spośród pozostałych piosenek wyróżniają się przede wszystkim nie najgorszą produkcją – mam cichą nadzieję, że takich utworów wokalistka będzie mieć w przyszłości w swojej dyskografii jak najwięcej.

Podejrzewam, że odbiór piosenek takich jak „La Bicicleta” czy „Perro Fiel” będzie dużo lepszy w krajach hiszpańskojęzycznych, które przyzwyczajone są już do popularnej teraz latynoskiej stylistyki i typowego dla niej układu utworu, jednak prywatnie nie jestem ich wielkim zwolennikiem. Nie przemawiają do mnie także „Nada” i „Toneladas”, które na tle pozostałego materiału brzmią po prostu nijako, ale znajdą one pewnie ostatecznie także i swoich zwolenników. Nie rozumiem natomiast logiki kryjącej się za umieszczeniem dwóch wersji „Comme Moi” w odległości zaledwie czterech utworów – miał to być zapewne miły ukłon w stronę fanów materiału anglojęzycznego, jednak z punktu widzenia całości wydawnictwa była to po prostu bardzo zła decyzja.

Patrząc na „El Dorado” jako na kolejne artystyczne wcielenie Shakiry – czyli wokalistki o dwudziestopięcioletnim muzycznym stażu, która przeżywała już w swoim życiu zarówno porażki, jak i spektakularne sukcesy – uważam, że zwyczajnie stać ją na więcej. Zebrany na „El Dorado” materiał jest oczywiście poprawny, dostosowany do pory roku i aktualnych wymagań rynku, jednak brakuje w nim chęci do odkrywania nieznanego dotąd lądu. Nie zmienia to faktu, że wydawnictwo jest z całą pewnością podróżą przyjemną, którą polecam każdemu odbyć choć raz.

Udostępnij na Google Plus