Sarsa – Pióropusze [RECENZJA]

Jedni ją kochają, inni nienawidzą. Sarsa nie potrzebowała dużo czasu, by zdobyć odpowiedni rozgłos i przebić się do pierwszej ligi wykonawców kreujących współczesny, polski pop. Teraz powraca po prawie dwóch latach przerwy wraz ze swoim premierowym materiałem. Jak będzie tym razem?

Już jej debiut był krążkiem, który dzielił. Część osób wychwalała ponad wszystko specyficzną barwę głosu piosenkarki, inni z kolei wypominali jej infantylizmy przy warstwie tekstowej. Sam należę (niestety) do grupy osób, którzy nie do końca pojmują fenomen pani Markiewicz, ale z faktami się nie dyskutuje: platynowa płyta, debiutancki singiel „Naucz Mnie” ze statusem diamentu, co ma odzwierciedlenie w wyświetleniach (ponad 50 milionów) – to pokazuje, że, ku uciesze fanów, Sarsa tak łatwo nie zniknie z muzyki. Oceniany dziś album natomiast tylko to potwierdza.

Aluzji do „Zapomnij Mi” nie brakuje. Pierwszy utwór promujący „Pióropusze” – „Bronię się” mógłby brzmieć bardzo podobnie do „Naucz Mnie” gdyby go nie podrasowano syntezatorami. „Motyle i Ćmy”, podobnie jak „Zapomnij Mi” mógłby się sprawdzać jako radiowy kawałek do zadumania, ale też… w polskich serialach. „Oh Say” z kolei jest odpowiednikiem „Chill”. Ta trójka stoi mniej więcej pośrodku mojego rankingu najlepszych piosenek na „Pióropuszach”, jednak nie do końca odzwierciedla tego, co na płycie otrzymamy, bowiem większość kompozycji brzmi bardziej konkretnie.

Największym zaskoczeniem tego albumu jest fakt, że nawet osoba, która dotychczas wyśmiewała dokonania Polki, może znaleźć coś tu dla siebie. Wśród piosenek mocno podciągających wartość krążka w górę wskazałbym „Egoizm”, który jest jednym z najlepiej wyprodukowanych piosenek popowych na rodzimym rynku. Ciekawe wrażenie pozostawia po sobie utwór tytułowy – pięknie skontrastowano specyficzną barwę piosenkarki z europopową produkcją. Lubię czasem posłuchać także „Hey You” – utwór zainspirowany twórczością… The Dumplings, a więc duetu, co kojarzy się ludziom albo dobrze, albo wcale. Niewiele gorzej prezentują się „Nie Tańcz”, gdzie otwiera furtkę dla fanów polskiego hip-hopu oraz kończące wydawnictwo, nietypowe „Furia Outro”.

Co z resztą? „Volta” według fanów jest najlepszą kompozycją od pani Markiewicz. Cóż, doceniam, iż piosenkarka próbuje nowych rzeczy, jednak obawiam się, że duża część ludzi uzna ten numer za… śmieszny. O ile na „Pióropuszach” udało się pogodzić alternatywną barwę głosu wokalistki z nieprzeciętną produkcją, tak na nowo wybranym singlu ludzie nie do końca mogą czuć zachwyt. Jakkolwiek bym ten utwór nie skrytykował, trzeba przyznać iż singiel ma dużą szansę na zostanie kolejną wizytówką Polki. O ile „Voltę” jeszcze mogę polubić, tak przekombinowane „Ty Niebo”, brzmiące dość zwyczajnie i momentami infantylnie „Ucieka”, czy kontrastowe „RAH Bronx” – niestety nie. W przypadku ostatniego tytułu aż boli, iż pod agresywną muzyką podstawiono zabójcze wokalizy, które prędzej spotkają się ze sporym zdziwieniem u słuchacza, aniżeli z zachwytem. Szkoda, bo to mógł być najjaśniejszy punkt tego krążka.

Co zatem można napisać na koniec? „Pióropusze” jest dość odważnym i eksperymentalnym krokiem na przód, ale też dość… bezpiecznym. Odważnym, bo w porównaniu do debiutu, czuć więcej wpływów elektronicznych i po prostu czuć, iż wokalistka miała na ten album pomysł. Bezpiecznym – bo takim zagraniem niestety nie nabędzie nowych fanów. Całość jednak oceniam pozytywnie – wprawdzie na płycie można doświadczyć momentów zażenowania, ale bądź co bądź słuchanie jej powoli przestaje uchodzić za wstyd. Przed piosenkarką jeszcze długa droga – bo umówmy się, antyfani nagle nie zaczną jej kochać, a powodów ku temu, by zmienili do niej podejście, niespecjalnie daje. Jest jednak na dobrej drodze – i to jest w zasadzie najważniejszy wniosek, który można wyciągnąć z przesłuchania ocenianego materiału. Tak trzymaj Sarsa!

Web Cams Sex
Kuba

Kuba

Muzyką interesuje się praktycznie od roku 2010. Wtedy też słuchałem tylko POPu. Dziś nie tylko doceniam inne gatunki muzyczne, ale też potrafię szczerze powiedzieć co jest dobre, a co złe.

Udostępnij na Google Plus