Lorde – Melodrama [RECENZJA]

Lorde za sprawą swojego debiutanckiego albumu „Pure Heroine”, wydanego w 2013 roku, stała się jedną z najbarwniejszych artystek współczesnego alt-popu. Przez cztery lata czekaliśmy na następcę „Pure Heroine”, co wydaje się być zrozumiałe w kontekście tego, że wokalistka musiała zmierzyć się z postawioną przez siebie poprzeczką, a oczekiwania fanów były bardzo wysokie.

„Are you lost enough? Have another drink, get lost in us” śpiewa Lorde w „Perfect Places”, ostatnim utworze na albumie, rewelacyjnie podsumowując cały materiał. „Melodrama” to muzyczna opowieść o transformacji nastolatki w dojrzałą kobietę, a za tym idzie sinusoida przeróżnych emocji związanych z dorastaniem. Podobnie jak „Pure Heroine”, „Melodrama” jest mieszanką najróżniejszych muzycznych inspiracji, pełną specyficznych rytmów i produkcji, która miesza w standardowych i sprawdzonych formułach popu. Muzycznie, Lorde, porzuca charakterystyczne brzmienie trip-hopowe znane z „Pure Heroine”. „Melodrama” jest wyraźnym zwrotem w stronę rytmów new wave, ale także puszczeniem oka w stronę popu. Drugi album Lorde bardziej od swojego poprzednika przypomina rewelacyjne „Body Talk” Robyn, co zresztą przyznała wokalistka, było inspiracją w trakcie produkcji albumu.

Otwierający album „Green Light” przełamuje współczesną konstrukcję utworu popowego. Max Martin, nazwał sposób wyprowadzenia tej piosenki, niewłaściwym. „Green Light” wskazuje brzmienie całego albumu – popowe, ale mocno pogmatwane. Podobnie jest w „Writer In The Dark” – z popową strukturą, ale falsetto przypominającym wokalizy Kate Bush. Najbardziej zbliżone do muzyki z list przebojów jest „Supercut”, która ma podobną progresję do tej znanej z „Call Your Girlfriend” czy „Indestructible” od Robyn. Fani dotychczasowego brzmienia Lorde mogą być niepocieszeni. Najbliżej trip-hopowych brzmień z „Pure Heroine” jesteśmy w „Sober”, ale jednocześnie z popowymi refrenem, w którym słyszymy sampel „Your Body” Christiny Aguilery.

Na „Melodramie” nie ma utworów słabych, czy niepotrzebnych. Wszystko komponuje się w idealną całość. Popowe brzmienia w „Green Light”, „Writer In The Dark”, „Supercut” i rewelacyjnym „Hard Feelings/Loveless” (przypominającym brzmieniem album „Earthling” Davida Bowiego) oraz emocje w „Sober II (Melodrama”) i niesamowitym „Liability”. Największymi jednak perłami na płycie są „Homemade Dynamite” oraz „Perfect Places”, które wybijają się na bardzo dobrym materiale. Jedyne pytanie, które należy zadać wokalistce po tak długiej nieobecności jest o ilość kompozycji na albumie – 11 utworów po 4-letniej nieobecności to zdecydowanie za mało.

David Bowie przed śmiercią nie wypowiadał się zbyt często na temat współczesnej muzyki. Mimo dużego nacisku mediów nie wypowiedział się na temat Lady Gagi, ale jego uwagę przyciągnęła nowozelandzka wokalistka, którą nazwał „przyszłością muzyki”. Lorde na „Melodramie” kontynuuje kreowanie przyszłości muzyki w najlepszym wydaniu. To pop najwyższej półki zasługujący na najważniejsze statuetki!

Web Cams Sex
Sebastian

Sebastian

Współzałożyciel POPHEART.PL. Zakochany w najróżniejszej muzyce po uszy. Wielki fan Davida Bowiego, Grace Jones i Iggy'ego Popa. W przesłuchiwanych albumach szuka przede wszystkim jakości, świeżości i czegoś innego.

Udostępnij na Google Plus