Zara Larsson – So Good [RECENZJA]

Nie od dziś wiadomo, że Szwecja w świecie muzyki pop jest prawdziwym pionierem. Nie inaczej jest z ich lokalnymi gwiazdami, które, podobnie jak nasza dzisiejsza bohaterka, z wytęsknieniem czekają na swoją wielką szansę. Jej moment właśnie nadszedł – po wielu miesiącach oczekiwania i równie wielu opóźnieniach ze strony wytwórni, Zara Larsson oddaje dziś w ręce fanów swój drugi studyjny krążek “So Good”, który ma być kluczem do jej wielkiej, międzynarodowej kariery. Czy nowy album artystki faktycznie będzie tak dobry, jak wskazuje na to jego tytuł? Przekonajmy się.

Na wstępie przyznam, że od początku nie byłem ogromnym fanem piosenek “Lush Life” i “Never Forget You”, które, mimo, że chwytliwe, to moim zdaniem mogły przypaść w udziale praktycznie każdej początkującej gwieździe muzyki pop. Sytuacja zmieniła się wraz z wydaniem piosenki “Ain’t My Fault”, kiedy to ze strony mediów zaczęły pojawiać się porównania młodej Szwedki do Rihanny, a jej kariera mocno przyspieszyła. Niedługo potem jako kolejne promocyjne utwory wybrano przyjemne, wpadające w ucho “I Would Like” i niestety, moim zdaniem, mniej trafione “So Good”, które zostawiły mnie ostatecznie z poczuciem muzycznej dezorientacji. Czy wydany właśnie album ostatecznie rozwiał moje wątpliwości i zdefiniował miejsce Larsson na muzycznej scenie?

Na „So Good” znajdziemy łącznie piętnaście premierowych kompozycji, które osadzone zostały w typowej dla Larsson stylistyce nowoczesnego popu z elementami gatunków pobocznych, takich jak EDM, trap czy nawet reggae. Po odliczeniu singli w ręce fanów trafia ostatecznie dziesięć zupełnie nowych piosenek, co na dzisiejsze popowe standardy mieści się oczywiście w granicach normy, jednak oznacza to w tym przypadku także wielką, niespójną muzycznie przeplatankę. Najmocniejszymi punktami albumu są bez wątpienia sąsiadujące ze sobą utwory „One Mississippi” oraz „Funeral”, które na szczęście nie zostały przykryte grubą warstwą znanych i lubianych singli, co dało im szansę zaskoczyć i oczarować słuchacza. Nie wszystkie nowe kompozycje miały jednak taką sposobność – na ich nieszczęście, a w niektórych przypadkach wręcz przeciwnie.

Przyjrzyjmy się zatem „So Good” z większą dokładnością. Obecność wszystkich wydanych przedpremierowo singli jest w przypadku tego wydawnictwa oczywistym posunięciem – ma to być w końcu start międzynarodowej kariery Larsson, do której drzwi jeszcze w 2015 roku otworzył jej utwór „Lush Life”. Nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że oprócz swojej prymarnej roli mają one niejednokrotnie także odciągnąć uwagę od kompozycji słabszych, które dzięki temu zabiegowi umykają niezauważone w natłoku radiowych hitów. Wymienione wcześniej „One Mississippi” i „Funeral”, a także nie najgorsze „Only You” i „Symphony” nagrane wspólnie z grupą Clean Bandit bez wątpienia widziałbym przy dalszych działaniach promocyjnych, w których z czystego rozsądku powinny spełniać one kluczową rolę. Przeciętnie prezentują się na ich tle „TG4M” czy „Sundown”, które przez swoją nijakość całkowicie wtopiły się w otoczenie i nie wywarły na mnie żadnego wrażenia. Kompletnie nie rozumiem natomiast obecności tutaj kompozycji pokroju „Make That Money Girl” czy „What They Say”, których celem było chyba najzwyczajniej wypełnić pustkę pomiędzy pozostałymi utworami. Pytanie tylko – po co?

Słuchając „So Good” nie sposób nie dostrzec także pewnej niespójności lirycznej i wizerunkowej, która od początku wywołuje w słuchaczu wrażenie, że w albumowej Zarze Larsson najbardziej brakuje chyba samej… Zary Larsson. Bardzo ciężko bowiem doszukać się tutaj zdecydowanego przekazu, który pozwoliłby stosunkowo nieznanej lecz niewątpliwie inteligentnej dziewczynie zaistnieć jakkolwiek w świadomości odbiorcy. Wokalistka w wielu przypadkach daje słuchaczowi sprzeczne sygnały, co niestety czyni z tego albumu raczej muzycznego frankensteina niż rzeczową, spójną płytę. Potwierdzają to chociażby „Ain’t My Fault” czy „Only You”, które stoją momentami w zupełnej sprzeczności z przekonaniami, którymi Larsson była skora dzielić się z fanami w trakcie wielu wywiadów – są to też właśnie te utwory, których pióro Zary nawet nie tknęło. Ten rodzaj artystycznej schizofrenii nie jest natomiast niczym nowym w opanowanym przez muzycznych gigantów świecie, a najlepszą metodą jest zwyczajnie zaczekać, aż wyżsi rangą pozwolą młodej Szwedce przemówić ludzkim głosem.

Reasumując uważam, że „So Good” to nie najgorszy start międzynarodowej kariery Larsson, która jak dotąd zapowiada się obiecująco, jednak na odpowiedź o jej faktyczny muzyczny wizerunek przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać. Przed Zarą niewątpliwie długa droga zanim dołączy do koleżanek po fachu, które w życiu zawodowym osiągają sukces singiel po singlu, a samo wydawnictwo traktuję bardziej jako moment przejściowy i początek czegoś znacznie większego. W przyszłości życzyłbym sobie od jej wytwórni większego zaufania, a jej samej z ogromną dozą sympatii życzę wytrwałości i asertywności, bo czuję, że sukces jest na wyciągnięcie jej ręki. W końcu nie od razu Rzym zbudowano.

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus