Tokio Hotel – Dream Machine [RECENZJA]

Na powrót chłopaków z Tokio Hotel przyszło nam czekać prawie trzy długie lata. Przyznaję, że w nowym wydawnictwie naszych dzisiejszych bohaterów pokładałem bardzo duże nadzieje, a stało się tak za sprawą bardzo dobrego albumu „Kings of Suburbia”, który osobiście zaliczam do największych muzycznych zaskoczeń 2014 roku. Czy „Dream Machine” również okaże się krążkiem, o którym będę w stanie napisać to samo za trzy lata, recenzując ich kolejne wydawnictwo?

Zacznijmy od tego, że nowy longplay zespołu jest idealnym przykładem tego, jak trudnym zadaniem bywa wybór odpowiednich przedpremierowych kompozycji, które mają za zadanie to wydawnictwo promować. Wydana swego czasu kompozycja „What If” zdołała w moim przypadku nadrobić niedosyt po zaprezentowanym przed nim „Something New”, którego wybór dziwi mnie po dzień dzisiejszy. Szczęśliwie jednak potencjał „Dream Machine” zdecydowanie wykracza poza ramy zaprezentowanych wcześniej utworów, co jest dla niego prawdopodobnie najlepszą reklamą. Odetchnąłem z ulgą.

Na nowym krążku Tokio Hotel znajdziemy tym razem łącznie dziesięć premierowych kompozycji, które zgodnie z obranym przez zespół trzy lata temu kierunkiem łączą w sobie mieszankę muzyki elektronicznej, nowoczesnego rocka i popu. Nie oznacza to jednak absolutnie, że mamy tu do czynienia z produkcją wtórną – wydawnictwo jak na taką dawkę nieszablonowych połączeń wydaje się zadziwiająco spójne i trzymające w napięciu, a następujące po sobie utwory wzajemnie się dopełniają i tworzą fantastyczny klimat. „Dream Machine” jest więc dla mnie dziełem skończonym i dopracowanym w każdym aspekcie, co w dzisiejszym świecie wydaje się coraz większą rzadkością i powodem do ogromnego szacunku dla jego twórców.

Przyjrzyjmy się jednak bliżej poszczególnym komponentom naszej maszyny snów, która od momentu wybrzmienia pierwszych dźwięków „Something New” zdecydowanie nabiera rozpędu. Od początku nie byłem zwolennikiem tego utworu, jednak absolutnie nie neguję jego obecności na początku krążka ze względów czysto produkcyjnych – piosenka wprowadza i tworzy specyficzny klimat, który reszta utworów bezbłędnie później rozwija. Szczególną uwagę należy jednak poświęcić dynamicznemu „What If”, którego promocyjny potencjał na szczęście zauważono jeszcze przed premierą wydawnictwa, czy chociażby wolniejszym „Easy” oraz „Elysa”, które swoim synthrockowym urokiem bez problemu przekonałyby niejednego niezdecydowanego.

Na ogromne wyróżnienie zasługują także mroczne i emocjonalne „Better” oraz tytułowe „Dream Machine”, z których pierwszy bez wątpienia widziałbym w przyszłości w roli utworu promującego album. Piosenki takie jak „Cotton Candy Sky”, „Boy Don’t Cry” czy „As Young As We Are” są natomiast perfekcyjnie dopasowane i rozlokowane pomiędzy niejednokrotnie lepszymi od nich kawałkami, co w ostatecznym rozrachunku działa na korzyść wydawnictwa, jednak na minus samych utworów. Są to kompozycje całkowicie poprawne i starannie dopracowane, jednak niekoniecznie wyróżniające się na tle pozostałych. Nie jestem natomiast przekonany do „Stop, Babe”, które, tak jak w przypadku „Something New”, uznam po prostu za nieodłączny element konstrukcyjny krążka. Całość jest jednak nad wyraz spójna zarówno muzycznie jak i tekstowo, w pełni logiczna i nie pozostawiająca wątpliwości, że słuchacz otrzymał finalny i w pełni wartościowy produkt.

Słowem podsumowania, uważam, że „Dream Machine” to nie tylko jedno z najlepszych wydawnictw zespołu od czasu debiutu, ale również jeden z najmocniejszych i najciekawszych albumów wydanych jak dotąd w 2017 roku. Mocno liczę na to, że sukces krążka nie ograniczy się jedynie do oddanych fanów grupy, a szersza publika da temu krążkowi zielone światło – jeżeli więc wahaliście się, czy czas poświęcony na nowy album Tokio Hotel faktycznie jest tego wart, to uwierzcie, że zdecydowanie tak. Wciąż nieprzekonanych zapraszam na nadchodzący koncert zespołu w Polsce, który odbędzie się już 12 kwietnia w warszawskim klubie Progresja. W końcu to, na czym świat niesłusznie postawił krzyżyk już dawno, często zaskakuje najmocniej.

Web Cams Sex
Udostępnij na Google Plus