Daria Zawiałow – A Kysz! [RECENZJA]

Z debiutami bywa różnie. Zazwyczaj przedstawiają nam predyspozycje artystyczne danego wykonawcy, ale mamy też odczucie, że ten ktoś później może pokazać się nam z innej strony. Nieliczni jednak już teraz biorą się za konkrety i prezentują coś ambitnego, godne wielkich pochwał. A jak jest z Darią Zawiałow?

Na początku piosenkarce (i jej fanom) powinniśmy złożyć gratulacje… za cierpliwość. W tym roku minie 8 lat, odkąd Daria Zawiałow zadebiutowała na Festiwalu w Opolu. Fani musieli nieźle się naczekać, aż w końcu longplay Darii ujrzy światło dzienne. Po takim czasie, zdecydowana większość artystów mogłaby odpuścić pomysł wydania płyty, ale nie ona. Daria wzięła sprawę w swoje ręce i sama postanowiła wywalczyć korzystny dla niej kontrakt płytowy, wykorzystując popularność, jaką otrzymała chociażby po „Szansie na Sukces” czy „X-Factor”. Teraz możemy ocenić, czy rzeczywiście się to opłaciło.

„A Kysz!” to jedenaście premierowych nagrań gatunkowo opisanych jako alternatywny pop. Zanim album ujrzał światło dzienne mieliśmy okazję poznać aż pięć tytułów. Już pierwsza propozycja „Malinowy Chruśniak” definiuje, czego możemy się spodziewać na ocenianym materiale. Przede wszystkim dobrych tekstów oraz chwytliwych nagrań, ale nie zarejestrowanych na potrzeby podbijania szlagierowych list przebojów. „Kundel Bury” z kolei charakteryzuje się łatwym do zapamiętania refrenem. Moim zdaniem to jednak „Lwy” są najbardziej wyrazistym utworem. Zawdzięcza to precyzyjnym, gitarowym riffem zainspirowanym twórczością Arctic Monkeys czy Marilyn Mansona. Ostatni singiel – „Miłostki” – jest najbardziej popowym nagraniem spośród wszystkich melodii wysyłanych do rozgłośni radiowych, a „Chameleon” natomiast – najbardziej kameralną piosenką.

A jak wypada reszta? Całkiem przyjemne wrażenie zostawia po sobie „Niemoc”, który mógłby konkurować z wcześniej wspomnianym „Chameleon” w kwestii bycia najbardziej osobistym numerem. Pogodny „Pistolet” także mógłby znaleźć swoich zwolenników. Zupełnym przeciwieństwem wydaje się być „Nie Wiem Gdzie Jestem” celujący w gusta fanów Natalii Przybysz. „Skupienie” to nagranie sprawdzające się w nocnych podróżach powrotnych, a „Król Lul” wypada przy całej reszcie minimalnie słabiej.

„A Kysz!” to porcja konkretnych dźwięków, które na pewno nie są dla każdego. Jedyny zarzut jaki ewentualnie można postawić to taki, iż w polskiej alternatywie mieliśmy już wiele podobnie stylistycznie krążków. Ale czy to źle? Ciężko wymagać od debiutantów odkrywania muzycznych Ameryk, szczególnie teraz, gdy artystów prezentujących podobnych styl muzyczny mamy od groma. Płyta mimo to zachwyca szczerością, brzmieniem i tym, że się w końcu ukazała. Warto było czekać tyle lat. Tym bardziej, że to dopiero początek – Daria jeszcze nie raz namiesza nam w głowach. Zasługuje na to, jak mało kto.

JZet

JZet

Muzyką interesuje się praktycznie od roku 2010. Wtedy też słuchałem tylko POPu. Dziś nie tylko doceniam inne gatunki muzyczne, ale też potrafię szczerze powiedzieć co jest dobre, a co złe.

Udostępnij na Google Plus

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *