Kasia Popowska – Dryfy [RECENZJA]

Przekonaliśmy się, że nawet w Polsce można wybić się poprzez wrzucanie nagrań na YouTube. Najlepszym tego przykładem jest Kasia Popowska – dwudziestosiedmioletnia wokalistka i gitarzystka która zdobyła popularność i osiągnęła swój cel udostępniając swoje covery w internecie. Jej debiutancki album ukazał się w 2014 roku i zyskała przychylność słuchaczy takimi utworami jak „Przyjdzie Taki Dzień”, „Tlen”, czy „Lecę Tam”. Po ponad dwóch latach młoda piosenkarka powróciła z drugim krążkiem pod tytułem „Dryfy”.

Kasia postanowiła znów podkreślić dźwięki gitary akustycznej. To jest w końcu jej znak rozpoznawczy, dlaczego więc tego nie podtrzymać skoro jest w tym dobra? „Dryfy” to przede wszystkim produkcje popowo-folkowe, lecz nie w takim stopniu jak jej debiutancki materiał. Retro-brzmienie elektroniki w połączeniu z dźwiękami gitary, nie tylko akustycznej, lecz także elektrycznej, nadaje utworom świeżości i popowego brzmienia. Efekt końcowy jest naprawdę zadziwiająco dobry. Wszystko zostało w stu procentach dopracowane, od pierwszego dźwięku po okładkę. W porównaniu do typowego country jakie wokalistka zaproponowała nam wydając „Tlen”, „Dryfy” to zupełnie inna bajka.

Pierwszym singlem z tego wydawnictwa jest jego tytułowy utwór. Miał on swoją premierę w październiku 2016 roku, kiedy kończyły się prace nad nowym krążkiem. „Dryfy” to skoczny, radiowy, melodyjny, lekko old-schoolowy i bardzo dobrze wyprodukowany kawałek. Na tle całego albumu, ta ścieżka prezentuje się bardzo dobrze. Nie można było wybrać lepszego kawałka by rozpocząć promocję albumu.

Ogromnym plusem najnowszego materiału Popowskiej są łatwo wpadające w ucho melodie piosenek. Jedne bardziej klimatyczne i stonowane, takie jak chociażby „Tyle Tu Mam” czy „Lont”, drugie zaś szybkie i bardzo rytmiczne („Skacz”, „Dryfy”, „Wiatraki”). Wszystkie kompozycje są idealnie dopasowane do siebie i tworzą jedną, spójną całość. Dodatkowo, można zauważyć, że wokal Kasi stał się dużo mocniejszy od czasów jej debiutu.

Nie ma jednak ideałów. Wiadomo, że każdy ma inny gust i się o nich dyskutować nie powinno, aczkolwiek w moim odczuciu teksty piosenek, które tworzą „Dryfy” mogłyby być lepsze. Warto wspomnieć, że przy pisaniu słów do utworów pomagała Kasi Karolina Kozak, która współpracowała między innymi z takimi artystami jak Dawid Podsiadło czy Ania Wyszkoni. Nie wiem co poszło nie tak, aczkolwiek nie można zaprzeczyć, że teksty są świetnie dopasowane do melodii i głosu wokalistki. Nie powinniśmy jednak doszukiwać się większego sensu przy słuchaniu albumu. Zostawiam tę kwestię każdemu do własnej interpretacji.

Muszę przyznać, że tak jak porównując Kasię jako brunetkę oraz jako blondynkę, możemy porównać „Tlen” i „Dryfy”. Nowa Kasia i nowa płyta zdecydowanie wygrywają w tych zestawieniach. Jestem szczerze zaskoczony nagraniami jakie piosenkarka przygotowała dla nas na drugim krążku. Dobrze znając możliwości Kasi po kilkunastokrotnym przesłuchaniu jej pierwszego albumu, pokazała, że stać ją na jeszcze więcej. Od premiery minęło zaledwie kilka dni, a już mogę powiedzieć, że dużo bardziej podoba mi się popowa twarz Kasi. To jednak chyba nie jest bardzo dziwne, kiedy mówimy o dziewczynie o nazwisku Popowska.

Udostępnij na Google Plus

1 komentarz

  1. W top 2017 i tak zostanie to na pewno.. ! Slucham ciagle heh

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *