Elliphant dla Popheart.pl: Nie muszę się do niczego ograniczać

Już 25 marca swoją premierę będzie miał pierwszy międzynarodowy album Elliphant. Od czasu debiutu na rynku muzycznym w 2012 roku, szwedzka wokalistka wydała świetnie przyjęte przez krytyków EPki, ale tak naprawdę wszyscy czekali na jej debiut na scenie międzynarodowej. Zaraz po wydaniu “Living Life Golden” Elliphant rusza w rasę koncertową podczas której odwiedzi Polskę. Wokalistka zagra 3 kwietnia w Krakowie, 4 kwietnia w Warszawie oraz 5 kwietnia w Poznaniu. Udało nam się porozmawiać z Elliphant – zachęcamy do przeczytania wywiadu.

Byłem na Twoim koncercie podczas Open’er Festival w Polsce i to była prawdziwa bomba. Skąd w Tobie tyle energii na scenie?

Wydaję mi się, że jestem jedną z tych osób, które kiedy śpiewają na scenie, wyobrażają sobie, że grają w filmie. Zwracam przez to uwagę na to jak się ruszam, na język ciała, na to, co mówię. Mam w sobie bardzo dużo energii, która właśnie w tym momencie ze mnie wychodzi i w taki sposób siebie wyrażam. Muszę się przyznać, że to jedyne ćwiczenia fizyczne, jakie robię w życiu. Może dlatego tak się do tego przykładam i tak to kocham. Po prostu chcę się wyżyć i zaszaleć.

Który utwór najbardziej lubisz śpiewać na żywo?

Chyba nie jestem taką osobą, która potrafi wskazać swoje ulubione utwory, ponieważ to, co lubisz śpiewać na żywo, a czego nie lubisz, szybko się zmienia. Miałam tak z „Love Me Badder”. Nie czułam się komfortowo, kiedy wydałam go na singla i kiedy grałam ten utwór na żywo czułam się bardzo źle. Teraz natomiast nie wyobrażam sobie koncertu bez tej piosenki. Czasami też, gdy przychodzi kolej na „Only Getting Younger” myślę sobie „Niech to szlag! Nie dam rady dzisiaj tego zrobić”, ale po zagraniu tego kawałka uświadamiam sobie „Wow! To było coś”.

Ostatnio wystąpiłaś na scenie razem z duetem Icona Pop i Zarą Larsson. Skąd taki pomysł? 

Pomysłodawcą był Ola Håkansson, który jest założycielem wytwórni Ten Music Group, w której ja, Zara i dziewczyny z Icona Pop mamy kontrakt. W ubiegłym roku obchodził 70. urodziny i powiedział, że bardzo chciałby zobaczyć nas razem na scenie. Obserwowałam Zarę i Icona Pop od jakiegoś czasu. Bardzo się polubiłyśmy i nawet, jeżeli robimy muzycznie zupełnie inne rzeczy, to i tak potrafimy się wspierać.

Planujecie coś jeszcze wspólnie nagrać?

Nagrałyśmy razem studyjną wersję „Someone Who Can Dance” z moimi wokalami i Zary, ale nie wiem jeszcze czy dziewczyny zdecydują się ją wypuścić. Jeżeli tak, to super. Nie mamy póki co w planach kolejnych kawałków. Dziewczyny pracują nad swoim kolejnym albumem, Zara kończy swój krążek, a ja ruszam w trasę. Wszystkie jesteśmy bardzo zajęte.

Współpracowałaś już z wieloma muzykami. Czy jest jeszcze jakiś artysta, z którym bardzo chciałabyś coś nagrać? Może jakaś międzynarodowa gwiazda?

Pewnie. Uwielbiam Mykki Blanco i bardzo chciałabym coś z nim wspólnie nagrać. Są też dwie cudowne siostry CocoRosie, uwielbiam je. Jest sporo artystów, których podziwiam, np. Prodigy – marzę o tym, aby coś z nimi zrobić – i Portishead. Ogólnie jestem fanką lat 90.

Dużo podróżujesz po świecie, koncertujesz i poznajesz nowych ludzi. Jak te doświadczenie inspirują Ciebie, jako artystkę?

Wiesz, mam obecnie 30 lat, a muzykę zaczęłam tworzyć w wieku 26 lat. Praktycznie od 18 do 25 roku życia ciągle podróżowałam. Skończyłam szkołę, zarobiłam trochę pieniędzy i od razu zaczęłam podróżować. Właściwie nigdy nie było mnie w domu. Teraz podróżuję z moją muzyką i to jest cool, ale wtedy podróżowałam tak naprawdę. Szukałam miejsc, które mi się podobają, zostawałam tam na dłużej. Byłam w Azji, w Indiach przez 3-4 lata i to było dla mnie zdecydowanie największe doświadczenie. Bez tej podróży nie byłoby Elliphant – to właśnie wtedy narodziła się w mojej głowie, ponieważ nic innego mi jej nie zaśmiecało. Cieszę się, że teraz mogę podróżować po świecie w ramach promocji mojej twórczości i gdziekolwiek nie pojadę, jestem zawsze miło witana, ponieważ zawsze jest ktoś, kto chce mnie poznać. Jestem niesamowicie wdzięczna, że moją muzyką nie interesują się tylko Szwedzi i na świecie są jeszcze inni ludzie, którym podoba się moja twórczość.

No właśnie. Porozmawiajmy o Twoich fanach. Obserwuję Cię na Instagramie – jesteś niezwykle aktywna w social media. Czy interakcja ze słuchaczami jest dla Ciebie ważna? 

Pewnie. Może czasami przesadzam, ale to jest dla mnie niezwykle emocjonalne. Kiedy jestem czymś bardzo poruszona, to wdaję się w dyskusję z moimi fanami. Kiedy patrzysz w przeszłość, to nigdy nie było takiej interakcji między artystami i fanami, jak teraz. Można było pisać listy do swojego idola i mieć nadzieję, że to przeczyta, a teraz ten kontakt jest bardziej przyjacielski. Traktuję ich jak dobrych znajomych. To coś nowego dla artystów i sama nie wiem, czy wykorzystuję to w dobry sposób, ale wiesz, nie mam milionów obserwujących, nie widzę hejtu na swój temat. Te osoby, które mnie obserwują, wspierają mnie i wierzą we mnie. Na moich profilach nie znajdziesz żadnej dramy, nie zagłębiam się w politykę, ja skupiam się tylko na Elliphant, na mojej twórczości i wspieraniu się nawzajem z moimi fanami. Wielu sławnych ludzi dzieli się swoimi przemyśleniami o polityce czy o innych ważnych rzeczach w swoich mediach społecznościowych, ale ja takie rozmowy zostawiam dla moich prywatnych przyjaciół i dla mojej rodziny. To nie ma nic wspólnego z moją muzyką.

Nie wiem czy wiesz, ale wiele osób mówi o tym, że to Szwedzi produkują najlepszą muzykę i ogólnie rządzą muzycznym światem? Co ty sądzisz na ten temat?

Myślę, że to naturalna kolej rzeczy, jeżeli zagłębisz się w szwedzką historię. Musimy cofnąć się wstecz o jakieś 200 lat, kiedy Król Szwecji był aktywny i decydował w wielu kwestiach – czego nie można powiedzieć o dzisiejszych czasach – i pełnił funkcje, które obecnie pełni Premier. „Pożyczyliśmy” wtedy króla z Francji, który wybudował w Szwecji mnóstwo oper, teatrów, czyli miejsc, które każdy Szwed miał gdzieś – bo my jesteśmy narodem farmerów i nas interesowały tylko nasze krowy. Mieliśmy tego króla i wszędzie otaczała nas muzyka i sztuka i wiele z tych miejsc oferowało kulturę za darmo – to było szalone. I to był początek. Teraz, kiedy idziesz do szkoły w Szwecji, od samego początku uczą Cię muzyki i przedmiotów artystycznych, masz też dużo lekcji angielskiego, dzięki czemu możesz wyjść ze swoją twórczością poza granice Szwecji. Nigdy też nie mieliśmy żadnych wojen, nie angażowaliśmy się w nie w dużym stopniu, dlatego mogliśmy od zawsze przykładać większą wagę do edukacji artystycznej dzieci czy młodzieży. Ale wiesz co? Wydaje mi się, że jest mnóstwo uzdolnionych ludzi w całej Europie, ale boją się wyjść ze swoją twórczością i pokazać ją całemu światu. Bo kiedy możesz pochwalić się takim sukcesem jak ABBA, to Cię inspiruje do tego, aby tworzyć i być takimi gwiazdami i artystami jak oni.

Pod koniec marca swoją premierę będzie miał Twój album „Living Life Golden”. Jak długo pracowałaś nad tym krążkiem?

Pracowałam nad nim jakieś 2,5 roku, ale większość utworów powstała 2 lata temu. W ostatnim czasie dużo podróżowałam, miałam bardzo napięty grafik ze względu na koncerty. Kiedy pracowałam nad krążkiem, to odcięłam się od świata na jakieś pół roku, mieszkałam w Los Angeles i tylko tworzyłam muzykę. Stworzyłam wtedy jakieś 150 kawałków. Część z nich trafiła na moje EPki, a część znajdzie się na „Living Life Golden”. Bardzo ciężko było mi wybrać, które utwory znajdą się na ostatecznej trackliście, bo musiałam odrzucić wiele świetnych kawałków.

Gdybyś miała jednym słowem opisać ten krążek to byłoby to….

„Shuffle Generations” (Generacja losowo odtwarzanych utworów)

Dlaczego?

Wiesz… to reprezentuje mnie i to, kim jestem. Taką jestem osobą – nie ma jednego gatunku muzycznego, koloru, albo stylu muzycznego, który lubię. Lubię wszystko i czasami wyglądam tak, a czasami inaczej. Czasami nagrywam rockowy kawałek, a czasami lubię porapować. Żyjemy w niezwykle szybkim świecie i to wszystko jest w mojej głowie. Jako muzyk nie muszę się do niczego ograniczać – to czuć na moim albumie i jestem z tego dumna.

Na koniec wróćmy do koncertów. Zagrasz aż 3 koncerty w Polsce na początku kwietnia. Czym zaskoczysz polskich fanów?

Nigdy tego nie planuje, to dzieje się spontanicznie.

A co sądzisz o polskiej publice?

Kocham ich. To moi przyjaciele. Mam bardzo dużo wsparcia z Polski. Kiedy byłam pierwszy raz w Polsce, to był dla mnie ciężki okres podczas trasy. Na koncercie w Polsce dostałam mnóstwo wsparcia i miłości. W ogóle się tego nie spodziewałam. Byłam bardzo szczęśliwa. Kiedy jestem u Was, zawsze tańczę z publicznością i świetnie się bawię. Dlatego nic nie planuję – mam tylko swoje piosenki i wierzę, że będziemy się świetnie bawić.

Czy chcesz coś powiedzieć polskim fanom na zakończenie naszej rozmowy?

Kupujcie mój album 25 marca i spróbujcie nauczyć się tekstów piosenek, abyśmy mogli razem pośpiewać. Ja też się ich uczę, ponieważ ciągle siedzę na próbach. Ale piosenki są mega łatwe, jest dużo „lalalala” także damy radę <śmiech>.

Dziękuję bardzo za wywiad i widzimy się w kwietniu na koncertach!

To wspaniale. Do zobaczenia!

Artur

Artur

Jestem do szaleństwa zakochany w muzyce, a pasją lubię dzielić się z innymi. Zafascynowany teledyskami, koncertami i twórczością Davida Bowiego.

Udostępnij na Google Plus