Taylor Swift – 1989 [RECENZJA]

Taylor-Swift-T.S.-1989-2014-1200x1200[one_half_last]OCENA REDAKCJI [starreview tpl=16 size=’46’] 4.6/5

[starrater tpl=5]
[/one_half_last]

 

Chyba wszyscy skakaliśmy na łóżku, śpiewając do szczotki „You Belong With Me”, marzymy o prawdziwej „Love Story” oraz bawiliśmy się przy dźwiękach „I Knew You Were Trouble”. Mowa oczywiście o Taylor Swift! Artystka ma na koncie 5 albumów studyjnych, którymi utorowała sobie drogę na szczyt, zdobywając po drodze wiele nagród i nominacji, w tym aż 7 nagród Grammy! Amerykańska piosenkarka przez wiele lat była ikoną muzyki country, choć wiele osób zarzuca że już od dawna z country, to ona ma niewiele wspólnego odkąd single z albumu „Red” poszły w popowo-elektroniczną tonację. Więc jeśli najnowszy hit „Shake It Off” wraz z albumem 1989, wziąć za oficjalny manifest zrywający z muzyką country, to utwory z „Red” powinny być grane na banjo, w środku Oklahomy.

shakeitofftaylor1

Czym 1989 różni się od swoich poprzedników? Więc są jakieś różnice? Oczywiście, i to wiele! Przede wszystkim 1989 prezentuje bardziej popowe, elektroniczne brzmienie niż dotychczas prezentowała nam piosenkarka. Ale jednak coś tu nie pasuje. Taylor i muzyka elektroniczna? Nie ma co się martwić, nie ma tu ani mocnego bitu ani wręcz komputerowych, krzykliwych dźwięków. Mimo odejścia od klimatów country, Taylor zdaje się znać granice dobrego smaku. Jedno jest pewne, artystka pozostawiła banjo, wiolonczele i mandoliny, daleko za sobą w Nashville.

Jeśli chodzi o teksty utworów, to Swift, Swift, Swift i jeszcze raz Swift. Piosenkarka ma tak specyficzny sposób pisania kompozycji, że nie sposób pomylić go z żadnym innym. Powszechnie wiadomym jest że teksty Taylor są emocjonalne i osobiste, bazujące na prawdziwych przeżyciach i relacjach interpersonalnych. Dlatego brnąc przez album mamy mozliwość postrzegania go jako całości, lub patrzeć przez pryzmat pojedynczych utworów, które można traktować jak pamiętnik artystki spisany w ciągu ostatnich dwóch lat.

tumblr_ne3aw52NY41qb86xno1_500

 

Weźmy dla przykładu utwór otwierający album „Welcome To New York”. Taylor większość czasu przez ostatnie 2 lata spędziła w owej metropolii, co bardzo wpłynęło na proces tworzenia się albumu. “The lights are so bright, but they never blind me”  – słowa te sprawiają wrażenie młodej dziewczyny spełniającej swoje marzenie o mieszkaniu w Nowym Jorku, typowy american dream. Właśnie tutaj tkwi klucz do sukcesu artystki. Jej teksty są proste, dotyczą przyziemnych spraw z którymi każdy z nas może się w jakimś stopniu utożsamiać. W połączeniu z muzyką country i dziewczyną z niebanalnym talentem do pisania dało nam to Taylor. Na nowym albumie nie brak także „słynnych” piosenek o byłych związkach piosenkarki. Choćby wydane jako singiel promocyjny, „Out Of The Woods” które rzekomo opowiada o jej związku z Harrym Stylesem. Z kolei kawałek „Bad Blood” nie opowiada o konflikcie z byłym chłopakiem lecz… Katty Perry. Piosenkarki kiedyś uważane za przyjaciółki, teraz mogłyby skoczyć sobie do gardeł. Tak więc uwaga, nie tylko panowie powinni uważać że skończą jako materiał pisarski na album Taylor.

Ogólny odbiór albumu – bardzo pozytywny! Jedna z najbardziej oczekiwanych premier tego roku i przekroczyła oczekiwania. Kariera Taylor nie poszła w perwersyjno-kontrowersyjną stronę jak wiele piosenkarek jej pokolenia. Kilka utwory szczególnie zapadło mi w pamięć. „Style” z charakterystycznym dla siebie prostym tekstem, z bitem niestety bardzo podobnym do „Love Me Harder” Ariany Grande. Zaś jeśli chodzi o „I Wish You Wolud” to jestem kompletnie zaszokowany i zauroczony. Piosenka naładowana tonami pozytywnej energii, lekka, do słuchania o każdej porze. Utwór „Wildest Dreams” jest jednym z najbardziej dojrzałych kompozycji piosenkarki, mimo poruszania szeroko pojętego i oklepanego tematu rozstania. Tutaj dochodzimy do momentu w którym musimy sobie uświadomić ze Taylor nie jest już słodką nastolatką, grajacą na gitarze i śpiewająca smutne piosenki na miarę nastoletnich rozstań. Taylor dorasta, a ten album jest tego wyraźnym dowodem.

tumblr_ne33iimB7W1s5y8nno1_500

 

W tym wypadku ( jak i większości albumów) mamy świetne bonusowe utwory, które najczęściej są pomijane i niedoceniane. „Wonderland” jest najbardziej elektroniczną pozycją w zestawieniu utworów z 1989. Spokojny wstęp i zwrotki są idealnym kontrastem dla mocnego i elektronicznego refrenu. Piosenkarka próbowała także swoich sił w bardziej dynamicznych utworach, na miarę klubowego „New Romance”.

Wybicie się ze swojego gatunku i przemówienie do szerszego grona odbiorców zawsze jest pewnego rodzaju ryzykiem dla każdego artysty. Taylor jednak stara się próbować nowych brzmień, nie tracąc swojego stylu, który jest jej znakiem rozpoznawczym. Nie przejmuje się przysłowiowymi „hejtami” rzucanymi w jej stronę, o czym, zapewnia w utworze „Shake It Off” promującym krążek. Jeśli już robić pop, to robić go dobrze. Taylor zadbała o każdy szczegół, album jest przystępny, trafiających w szerokie gusta muzyczne, dlatego powinien on zadowolić dotychczasowych fanów, oraz przysporzyć większe grono wielbicieli wokół całego świata. Na pewno 1989 zapoczątkował nowa erę w życiu oraz twórczości piosenkarki. Miejmy nadzieje że owa era będzie owocować większą ilością albumów takich jak ten!

RECENZJE UŻYTKOWNIKÓW
[RICH_REVIEWS_SHOW category=”taylorswift”]

[RICH_REVIEWS_FORM category=”taylorswift”]

Udostępnij na Google Plus